#1 Czy leci z nami pilot? Startuje podcast Fizjopasjonatów

Spis treści

Zadaj pytanie, na które odpowiemy w Kąciku Społecznościowym naszego Podcastu

W TYM ODCINKU

Ostatnio ktoś założył nam podsłuch więc nagraliśmy pilotażowy odcinek naszego podcastu. 

Premierowy odcinek przybliża trochę nasze sylwetki – jeśli interesuje Was, jakie to zrządzenia losu spowodowały, że Marcel zdecydował się zostać fizjoterapeutą, dlaczego Jakub Durczak nie naucza dziś WFu  i jak zamek w drzwiach  może zadecydować o rozpoczęciu studiów osteopatycznych to zapraszamy do słuchania i/lub oglądania! Pilot zdradzi Wam też, jak będą wyglądały kolejne odcinki i czego możecie się spodziewać po nas w najbliższym czasie. Wiadomo! Będzie ogień!

Podcast będzie pojawiał się regularnie, w co drugi poniedziałkowy poranek.  Wybraliśmy taki termin, żeby poprawić trochę renomę poniedziałkom.

Do usłyszenia w sieci Fizjopasjonaci, a tymczasem…

BEZ ODBIORU!

PODCAST DO OGLĄDANIA

PODCAST DO CZYTANIA

O czym będzie ten podcast?

D: Dzień dobry słuchacze. Witamy Was na światowej premierze naszego podcastu „Fizjopassion na podsłuchu”. Macie zaszczyt obejrzeć i posłuchać nas pierwszy raz. Przedstawię moich współprowadzących. Po mojej lewej stronie jest Marcel Mieszkalski – kierownik tego całego zamieszkania. Naprzeciwko mnie jest Jakub Durczak – człowiek czynu. Ja się nazywam Dariusz Kowalski i chyba będę prowadził ten podcast, ale to wyjdzie później, będę również człowiekiem od zadań technicznych. Parę słów o tym, o czym tak naprawdę będzie ten podcast. Czy któryś z Was chciałby zacząć?

J: To jest Twój podcast, to Ty zacznij.

D: Widzę, że muszę to sprostować. To jest ewidentnie nasz podcast. A może Marcel? O czym będziemy mówić na podcaście?

M: Na podcaście będziemy mówić o bardzo wielu ciekawych rzeczach. Mam taki pomysł, żeby podzielić go na kilka sekcji tematycznych, które myślę, że będą dla Was bardzo interesujące. Pierwszy blok to będzie zawsze temat społecznościowy, czyli coś szczególnego i specjalnego dla Was. Będziemy odpowiadać na Wasze pytania, które zbierzemy w przeciągu dwóch tygodni, bo będzie on się pojawiał co dwa tygodnie w poniedziałki. Możecie to sobie już wklepać w kalendarze. Musicie tam być albo przynajmniej my będziemy u Was.

J: My przypilnujemy Marcela i te odcinki nie będą trwały 4 godziny. Możecie być spokojni, to będzie do przesłuchania na raz. 

M: Dlatego już skończyłem swoją wypowiedź na temat, o czym będzie ten podcast. 

D: Podcast będzie się składał z czterech działów, które ustaliliśmy. Pierwszy to będzie dział społeczności. Będziemy rozwiewać wątpliwości słuchaczy na tematy, które pojawią się w przeciągu dwóch nadchodzących tygodni.

J: Krótko mówiąc będziemy odpowiadać na Wasze maile albo komentować komentarze, które się pojawiły pod naszymi postami.

D: Nie możemy obiecać, że będziemy odpowiadać na wszystkie maile, jeśli przyjdzie ich bardzo dużo, natomiast na pewne ciekawsze odpowiemy na podcaście, a na resztę na pewno odpiszemy.

M: Już wcześniej o tym powiedziałem, a to ja podobno przedłużam.

D: Jeżeli zauważylibyście, że zrobiliśmy rażący błąd albo nierażący, tylko po prostu się gdzieś pomyliliśmy, to prosimy, żeby nas o tym poinformować. Z chęcią uderzymy się w pierś i przyznamy się do błędu.

J: Tak, z chęcią uderzymy Darka w pierś.

M: Dalej będziemy mówić o temacie odcinka. Każdy odcinek będzie miał swój motyw przewodni, który zazwyczaj będzie po prostu związany z tym, co aktualnie realizujemy, co jest na tzw. tapecie u nas. Wiecie, że to jest ten tapet, a nie ta tapeta?

D: Byłem zawsze przekonany, że to jest ta tapeta. Powiesz mi co to jest ten tapet?

M: Później na backstage’u Ci powiem. Bierzemy coś na tapet, a nie na tapetę.

J: Mówisz teraz poważanie? Zaraz zadzwonię do mojej mamy polonistki i zweryfikujemy tę informację.

M: Nie o tym miał być ten podcast.

J: Od samego początku idziemy w złym kierunku.

M: Ten odcinek, jako że jest odcinkiem pilotażowym, to takiego tematu specjalnie nie ma. Opowiemy Wam głównie o tym…

D: …jak znaleźliśmy się w tym miejscu, gdzie jesteśmy i co sprawiło, że udaliśmy się na studia fizjoterapii lub osteopatii. Myślę, że to będzie ciekawy temat na początek, żeby nas poznać. Na pewno będzie jeszcze coś takiego, co nazwaliśmy sobie kącikiem gabinetowym, gdzie będziemy omawiać ciekawe, bądź śmieszne przypadki z minionych dwóch tygodni lub takie ogólne przemyślenia, które nam się w gabinecie pojawiły.

M: To raczej takie fajne zajawki pod kątem może nie tego, jak pracować z pacjentem z rwą kulszową, ale wiecie dobrze, że pacjenci często przychodzą do gabinetu z różnymi historiami i z nich można często wyciągnąć jakąś ciekawą lekcję. Może to być fajna opowieść o zabarwieniu żartobliwym, więc będziemy na pewno takie historie z naszych gabinetów przemycać. Może Wy będziecie mieć ochotę w komentarzach do odcinków wrzucić swoje historie i się nimi z nami podzielić. Będziemy na to otwarci.

D: Na podcaście na pewno będzie można też usłyszeć krótkie streszczenie tego co dzieje się u nas ostatnio w Fizjopassion i ewentualnie aktualności ze świata, natomiast one w dużo mniejszym stopniu. 

J: To nie z mną, bo jestem na diecie niskoinformacyjnej.

D: Chodzi o aktualności z naszego fizjoterapeutycznego świata. Nie to, że będziemy opowiadać, jak tam wybory w Stanach Zjednoczonych itd.

M: W ramach tych aktualności ze świata, jak będą jakieś fajne wydarzenia się toczyć, to będziemy Was angażować w akcje, które mam nadzieję, że będą dla Was pożytkiem, jeśli chodzi o merytoryczne przemyślenia. 

D: Czy wystrzelaliśmy się ze wszystkich informacyjnych rzeczy?

M: Ja już nie przedłużam.

J: Chyba tak. Mieszkalskiemu pot leci po plecach – pełna kontrola.

Dlaczego poszliśmy na fizjoterapię?

D: Ale po czole nic mu nie leci, więc wszystko jest okej. Może zacznijmy od najdłuższego stażem – Kuby. Jak to się stało Kubuś, że w ogóle trafiłeś na studia fizjoterapii?

J: Zupełnie przez przypadek. Chciałem iść na wychowanie fizyczne i na wszelki wypadek złożyłem na fizjoterapię, na wychowanie fizyczne się po prostu nie dostałem. Teraz zamiast uczyć wf-u, to pracuję w gabinecie, bo na fizjoterapię się dostałem i mi się spodobało. W sumie dobrze wyszło.

D: Tak się zastanawiam, czy dalej jest tak, że łatwiej jest się dostać na fizjoterapię?

J: Kompletnie nie wiem, jak teraz wygląda rekrutacja. Kiedyś na wychowanie był konkurs świadectw, a na fizjoterapię był test. Na konkursie świadectw wypadłem widocznie słabo, a na teście dobrze. 

D: My mieliśmy zupełnie inny proces rekrutacji, nowa matura itd…

J: Bo Wy już chodziliście do gimnazjum?

D: To prawda, do tego gimnazjum, które już nie istnieje.

J: Teraz znowu wrócili do mojego trybu.

D: Marcel, Ty jak trafiłeś na fizjoterapię?

M: W sumie spędziłem sporo swojego dzieciństwa w gabinetach rehabilitacyjnych. Nie sam ze sobą bynajmniej, ale mój tata miał sporo problemów z plecami i w młodym wieku, bardzo chłonny tego co się co się działo w moim otoczeniu spędzałem dużo czasu, jak mój tata był na rehabilitacji w gabinetach i wtedy się urodziła myśl o medycynie w pierwszej chwili. Miałem być światowej sławy chirurgiem. W którymś momencie stwierdziłem, że chciałbym robić coś innego niż kroić. Teraz stwierdzam, że tamta zajawka i zapęd do tego, żeby kroić, wraca na kursach sekcyjnych. Stwierdziłem, że fizjoterapia to będzie dobry kierunek.

J: To jest amerykańska opowieść o chłopcu, który postanowił pomóc tacie. 

M: Można to tak określić.

D: Okazuję się, że życie moje i Marcela nakłada się na siebie prawie w 100%, bo mam dokładnie to samo. Mój tata miał dużo problemów z plecami i dużo spędziłem właśnie u różnych dziwnych terapeutów. Dzięki tato, to wszystko dzięki Tobie. Dość sporo czasu też spędziłem na parkiecie grając w siatkówkę i już w młodym wieku zdarzyło mi się mieć problemy z plecami. Mieliśmy tam fizjoterapeutę, który nas ogarniał i był to Arek Bielecki, więc tak naprawdę światowej klasy fizjoterapeuta. Pomyślałem, że fajnie umieć takie rzeczy. To była moja droga na fizjoterapię. 

J: Chyba nie do końca wiedziałem, kim jest fizjoterapeuta, jak się dostałem.

M: U mnie studia to bardzo szybko zweryfikowały. One nie prowadziły specjalnie do bycia fizjoterapeutą, którym wyobrażałem sobie, że będę. Dlatego – rada dla Was – jak najszybciej na studiach zacznijcie się uczyć rzeczy, które w fizjoterapii Was kręcą i które Was napędzają do tego, żeby się rozwijać w tej sferze swojego życia, bo te akademickie rzeczy często będą Was przytłaczać. Nie mówię, że one są złe, niepotrzebne, ale myślę, że wyważenie proporcji pewnych przedmiotów do innych, nijak się ma do tego, co później zastajemy w gabinecie. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy prowadzi prywatny gabinet, więc być może forma pracy w szpitalu, przychodzi jest dobrze zaopatrzona z perspektywy akademickiej, jeśli chodzi o edukację. Nie wiem, bo nigdy nie miałem takich doświadczeń, ale chyba Kuba kiedyś w przychodni pracował. 

J: O przychodni to może opowiem przy innej okazji, bo to jest dla wielu osób pracujących w przychodniach wartościowa opowieść. Np. nie kojarzę momentu, w którym się zorientowałem, że trzeba się uczyć poza uczelnią. Zorientowałem się dosyć szybko, bo będąc jeszcze na studiach zrobiłem pierwszy kurs. To były takie czasy, że jak się zastawiałem, czy się zapisać do dr Białek na kurs, to się dodzwoniłem bezpośrednio do niej. Zadzwoniłem bezpośrednio na telefon, który był podany i się dodzwoniłem do dr Białek i z nią rozmawiałem o tym, że chcę się zapisać o niej na kurs. Na pierwszy kurs zapisałem się do Mirka Kapicy na terapię manualną.

M: To był mój drugi kurs.

J: To był mój pierwszy i stamtąd trafiłem do dr. Ciechomskiego, i potem już się posypało, ale to już padło wszystko.

D: To wszystko robiłeś jeszcze na studiach?

J: U Mirka kurs w całości zrobiłem na studiach i zacząłem kurs u dr. Ciechomskiego, a kończyłem już po. 

M: Tak, to jest pięciomodułowy kurs.

J: Wtedy może nawet sześciomodułowy.

D: Chyba robiłeś dłużej studia?

J: Robiłem, bo miałem dziekankę.

D: A Twój pierwszy kurs Marcel?

M: Punkty spustowe.

D: To znowu nie będę oryginalny, mam dokładnie to samo. 

M: Później było już tylko lepiej – taping.

D: Ja tapingu nie zrobiłem do tej pory.

J: Ja byłem.

M: To Ty nie jesteś fizjoterapeutą człowieku.

J: Ty umiesz coś nakleić w ogóle?

D: Tatuaż z gumy turbo potrafię nakleić na rękę. 

J: Ale kleisz w ogóle w gabinecie?

D: Nie kleję w ogóle.

J: To jak Ty chciałeś o skręceniu kostki mówić?

Dlaczego poszliśmy na osteopatię?

D: Wyobraź sobie, że da się. A Wasza droga na osteopatię?

J: Miałem taką drogę, że się tak zajarałem kursami, że postanowiłem, że zostanę znawcą metod. Wtedy nie wiedziałem, że to nie jest najlepszy pomysł. Robiłem tych kursów multum. Zrobiłem około 50-60 różnych kursów, różnych metod, a w międzyczasie zacząłem współpracować z firmą szkoleniową, która już nie istnieje i tam tłumaczyłem szkolenia. Tam wtedy koordynatorem tych szkoleń był Marcin Szkolnicki, a ta osteopatia mi chodziła po głowie, ale przychodnia mi nie chciała za nią zapłacić, więc to był hamulec, żeby jej nie robić. Nabawiłem się kontuzji barku i różni moi koledzy próbowali mi go zrobić, ale nikt mi go nie zrobił. W końcu poszedłem do Marcina. Marcin mnie wziął na stół, wsadził mi paluchy w brzuch i puścił mi ten bark. Poczekałem dwa dni, czy faktycznie puściło i puściło. Więc się zapisałem i tak poszło.

D: Ja mam dość śmieszną historię, bo ona zaczęła się od tego, że wyskoczyłem z pierwszego piętra z balkonu. Byłem na studiach, miałem bardzo wymagającą panią z ortopedii, bo jak przyszedłem 16 minut spóźniony na pierwsze zajęcia, to pani mi powiedziała, że kwadrans akademicki już minął i mam już nieobecność, więc mogę zostać lub wyjść, więc wyszedłem. Jak były drugie zajęcia, to w naszym studenckim mieszkaniu był taki cudowny zamek, że jak ktoś go zamknął na dwa razy od zewnątrz, to od wewnątrz nie dało się go otworzyć. Stwierdziłem, że nie chcę powtarzać semestru, ani przedmiotu przynajmniej, więc jako że byłem wtedy jeszcze całkiem wysportowany, to myślałem, że co to za problem wyskoczyć z pierwszego piętra, więc wyskoczyłem z balkonu, zrobiłem piękną kołyskę do tyłu.

M: Myślę, że pani z ortopedii do dzisiaj się zastanawia, czemu na nogi skakał?

D: Otrzepałem się, poszedłem na zajęcia. Wszystko było super, ale kolejnego dnia już miałem problem, żeby zrobić krok do przodu, bo miałem klasyczną rwę kulszową, bo test SLR był dodatni przy 20 stopniach zgięcia. Pobujałem, się po różnych dziwnych terapeutach, tak jak Ty z barkiem, okazywało się, że różne dziwne rzeczy mi wymyślali, różne dziwne metody. Neurochirurg już chciał się dobierać do moich pleców i trafiłem do Marcina Szkolnickiego. Okazało się, że złapał mnie za głowę, za tyłek i w sumie już mogłem chodzić, więc pomyślałem, że to jest ten kierunek. 

M: Marcin Ci wstawił dysk na miejsce?

D: Dokładnie tak się stało. Trzymając mnie za głowę.

M: Ja nie będę oryginalny. Też pozdrowię Marcina Szkolnickiego, bo właściwie szkolenie z punktów spustowych, które robiłem, to było u niego i u Marcina Brzozowskiego i jak to w naszym wrocławskim kręgu terapeutycznym – wiadomo, że świat jest mały i wszystko sprowadza się w to jedno miejsce. Myślę, że osteopatia była z Marcinem kojarzona przez długi czas kojarzona we Wrocławiu, bo on założył tutaj Akademię Osteopatii razem z Markiem Mularczykiem. Ja na tym szkoleniu, gdzie były przemycane kwestie osteopatyczne, jeśli chodzi o sposób myślenia, o mindset, gdzie to umiejscowić w pracy z pacjentem. Stwierdziłem, że to jest fajne i przez półtora roku próbowałem się przygotować do studiów osteopatycznych. Rada dla Was –  nie da się tego zrobić. Jeżeli chodzi Wam to po głowie, to po prostu zacznijcie takie studia i na bieżąco, regularnie się uczcie, bo to że przyjeżdżają świetni fachowcy prowadzić te zajęcia, to nie zrobi roboty za Was. Być może półtora roku, które włożyłem w to, żeby zgłębić, czym jest osteopatia, czy jest dla mnie, mi pomogło, ale koniec końców pamiętajcie, że to jest po prostu 5 lat grubych studiów anatomicznych, fizjologicznych i do tego dostajecie całą otoczkę z perspektywy filozoficznej i koncepcyjnej, która jest bardzo ważna. 

J: Wiele osób sobie nie do końca uświadamia, że osteopatia nie jest rozwinięciem fizjoterapii, tylko to jest oddzielny zawód, który rządzi się trochę innymi prawami. Jest wiele punktów zbieżnych, ale są pewne kluczowe kwestie, które ze sobą się nie pokrywają. Nauka anatomii w momencie, w którym wejdziesz trochę w filozofię osteopatyczną, wygląda trochę inaczej.

M: Zupełnie inaczej.

J: Czy dobra znajomość anatomii przed studiami osteopatycznymi pomaga? Na pewno, natomiast czy warunkuje, to żeby tam pójść? Nie warunkuje, bo i tak trzeba się jej będzie uczyć. Są kraje, gdzie idzie się po maturze na osteopatię, tylko tam anatomia jest prowadzona od początku, a w Polsce jednak jest założenie, że jednak coś z tej anatomii wiesz, aczkolwiek i tak są wykłady z anatomii i tak będzie trzeba do tego usiąść. 

M: Powiedziałeś to, jakby Cię to martwiło. To trzeba się cieszyć przecież.

J: Nie, absolutnie. Nie miałem takiego zamiaru być smutnym. To jest fajny proces. Chciałem powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Z perspektywy tego, że jestem od Was starszy, a byłem z Darkiem w grupie na osteopatii, to muszę powiedzieć, że uważam, że im wcześniej, tym lepiej. Zupełnie inaczej się przygotowuje do egzaminu i zupełnie inaczej się przygotowuje ze zjazdu na zjazd w momencie, w którym masz do roboty studia osteopatyczne, a inaczej jak masz studia osteopatyczne, trójkę dzieci i rodzinę do utrzymania.

D: Ja poszedłem w trakcie studiów magisterskich. Dla mnie na samym początku drogi na osteopatii w Poznaniu było ciężko pod kątem, że jako student, który był mocno nieobyty z niczym, to mój warsztat odstawał. Miałem ciężki start, potem na 3.-4. roku udało mi się to nadrobić.

J: Wszystko ma swoje plusy i minusy. Ja warsztatowo zwykle nie miałem większych problemów, ale przygotowywanie się do zjazdów i egzaminów było hardcore’em.

M: Dobrym podsumowaniem Waszych wypowiedzi będzie to, że jeżeli ktoś wybiera się na osteopatię i myśli, że studia zrobią z niego osteopatę, to to nie jest dobry kierunek myślenia, bo ten proces trwa przez wiele lat, właściwie przez całe życie zawodowe, w którym praktykujemy, bo cały czas można się czegoś dowiedzieć i się rozwinąć. To czy pójdziemy świeżo po studiach licencjackich (nie wiem, czy teraz jest to możliwe przy jednolitych), czy pójdziemy 10 lat po ukończeniu studiów, to nie ma znaczenia, bo każdy z Was będzie musiał przejść tę drogę i najważniejsze, żeby to była Wasza droga i jak ją wyznaczycie, myślę, że to jest zależne od wielu czynników, które będą determinować Wasza finalną decyzję, czy to czynników rodzinnych, finansowych, czy też czysto gabinetowych. Nie zawsze mamy potrzebę będąc świeżo po studiach, wchodzić w tak dużą kobyłę.

J: Nie chcę, żebyśmy nadali ton tej rozmowie, że trzeba skończyć osteopatię, bo można być świetnym fizjoterapeutą, świetnym terapeutą manualnym i kompletnie nie mieć pojęcia o osteopatii.

D: U nas w Polsce granice między fizjoterapią i osteopatią są mocno zatarte, bo np. w Stanach Zjednoczonych, to jest inna bajka, bo tam osteopata jest lekarzem. W innych krajach zachodnich sytuacja wygląda w ten sposób, że fizjoterapia to jest gość, który Cię wyrehabilituje po udarze, ewentualnie po operacji kolana i to jest wszystko co on robi. Zupełnie odrębną działką jest tam terapia manualna. W każdym kraju się to nazywa trochę inaczej. W każdym razie ludzi, którzy przyjmują tak jak u nas, czyli prywatny gabinet, gdzie przyjmuję ludzi jako terapeuta pierwszego kontaktu. W innych krajach tak to nie wygląda i myślę, że dlatego mamy zatartą tę granicę, bo fizjoterapeuci robią też kursy z elementami osteopatii np. terapia wisceralna, kranio-sakralna itd.  

M: Wszystko zostało powiedziane, więc nie mam nic do dodania.

Jak staliśmy się instruktorami?

D: A jakie zaczęła się Twoja droga, Kuba, jako prowadzącego zajęcia?

J: „Cześć Marcin”.

M: Gościem honorowym dzisiejszego odcinka jest Marcin Szkolnicki.

J: Zgłosiła się do mnie firma po to, żebym tłumaczył szkolenia. Tłumaczyłem im PNF i Mulligana. Mulligana przetłumaczyłem tyle razy, że znałem go na pamięć, prowadził go zawsze jeden prowadzący, który zawsze prowadził go tak samo, bo to jest konkretna metoda, która ma swój bardzo konkretny kurs i zawsze w tym samym miejscu były te same anegdoty. Raz jak zapomniał czegoś powiedzieć i mówił mi , że zapomniał im powiedzieć, a ja się chwilę zastanowiłem i uświadomiłem sobie, że im to powiedziałem mimo to. Poleciałem z pamięci i uzupełniłem za niego. Te tłumaczenia zostały dobrze odebrane i Marcin zaproponował, żeby poprowadził szkolenie z barku. Potem, ponieważ się interesowałem wadami postawy, skoliozami, to oni zaproponowali, żebym napisał program swojego szkolenia z terapii wad postawy i tak poszło.

D: A Ty Marcel?

M: Moja instruktorska kariera wyglądała w ten sposób, że jeszcze w trakcie studiów z moim kolegą Adrianem Kozłowskim, którego też pozdrawiam. Mam nadzieję, że będzie nas słuchał.

D: Ja też chodziłem z nim na studia.

M: Adrian miał taką trochę inną dziekankę niż Kuba i w końcu wylądował na roku ze mną. Adrian wpadł na taki pomysł, żebyśmy zrobili coś na zasadzie nie takiego oficjalnego koła naukowego na AWF-ie, ale żebyśmy poprowadzili serię warsztatów tematycznych dla studentów, będąc jeszcze studentami, więc to była taka inicjatywa studencka. Już wtedy mi się temat spodobał, a że wszyscy wiemy, że studia fizjoterapeutyczne to jest magisterka z PowerPointa w dużej mierze, więc te umiejętności prezentowania materiału, swoich przemyśleń, naukowych kwestii przez 5 lat się buduje w stopniu bardzo zaawansowanym. To był start do tego, żeby pomyśleć o wyjściu poza uczelnię. Mój przyjaciel i jeszcze do końca roku wspólnik – Sławek Mokrzycki, w którymś momencie zaprosił mnie do siebie do Kolbuszowej, żeby przeprowadzić krótki warsztat, a jak to ze mną – nie wyszło. Pamiętam z niego tylko tyle, że niewiele pamiętam, bo w trakcie mówienia urwał mi się film. Tak mi odcięło świadomość ze stresu, że nie wiem co mówiłem, ale jak później odsłuchiwałem nagrania z tego warsztatu, to mniej więcej było to to, co chciałem przekazać. Od tych warsztatów właściwie się zaczęło. Zaczęliśmy ze Sławkiem organizować takie krótkiej spotkania warsztatowe w różnych miastach w Polsce, gdzie prowadziliśmy je wspólnie. To było w 2017 roku, nie tak całkiem dawno temu. Może ten pierwszy warsztat był w 2016, ale generalnie 2017. Później podjęliśmy decyzję o tym, że napiszemy program szkolenia z terapii manualnej i to szkolenie właściwie wieńczy swoją historię za 2 tygodnie mamy ostatni moduł ostatniej edycji szkolenia w Warszawie. Tych edycji było kilkanaście na przestrzeni 3 lat.

D: Łezka się w oku kręci?

M: Trochę tak, bo to było takie fajne szkolenie, na którym głównie pojawiali się młodzi terapeuci i studenci, czyli to było często szkolenie wybierane jako to pierwsze i dla mnie zawsze taką fajną rzeczą w nim było to, że można było tych ludzi w pewnym sensie pokierować, czyli ja nigdy nie miałem ambicji do tego, żeby ci ludzie zero-jedynkowo traktowali treści, które im przekazuję, tylko żeby one były punktem wyjścia do tego, żeby oni zaczęli sobie budować na tym swoje rzeczy. Faktycznie z perspektywy tych 3 lat mogę powiedzieć, że feedback, który dostajemy od ludzi jest na tyle pozytywny i zachęcający, że podobne szkolenie mam nadzieję, że uda nam się też stworzyć. Tak, będziemy robić wspólne szkolenie. Od przyszłego roku chyba wystartuje.

J: Tak. Jeśli chodzi o szkolenia i instruktorów, to korzystając z mojego bogatego doświadczenia, jak się pojawia instruktor, który Wam mówi, że „zawsze jest tak i jak pacjent jest taki, to zawsze trzeba mu zrobić to”, to powinno to wzbudzić Wasze podejrzenia. Wybaczcie, że korzystam z telefonu, ale szukam teraz mojej pierwszej rozmowy z Marcelem na Messengerze. Szukam twojej pierwszej wiadomości do mnie i wydaje mi się, że zmierzam powoli do celu.

M: W lutym w moje urodziny mi odpowiedziałeś.

J: Chcę sprawdzić, czy napisałem do mnie na „Pan”. 

M: Już byłem wcześniej u ciebie w gabinecie i wydaje mi się, że byliśmy na „ty”.

J: Zaraz się przekonamy, już jestem na 2016 roku, więc się zbliżam. 

M: No a co z tobą Darek?

D: Moja historia jako wykładowcy wygląda tak, że miałem okazję poprowadzić zajęcia z terapii manualnej na Uczelni Opolskiej. To były dwa semestry typowej terapii manualnej, mobilizacje stawowe itd. Bardzo dobrze to wspominam, bo moje pierwsze mocno stresowe historie już mam za sobą. Mam też parę śmiesznych anegdot stamtąd, ale może to kiedy indziej. Jeszcze wcześniej, jak byłem na ostatnim roku szkolenia osteopatycznego, to Łukasz Ciesielski – dyrektor Akademii Osteopatii, zaproponował mi, żebym asystował na zajęciach nowego rocznika.

J: „Hej Kuba”. Jednak jest bez „Pan” i oczywiście w pierwszej wiadomości ściana tekstu.

D: Jak to Marcel – normalne. Wracając. Łukasz zaproponował mi, żebym został opiekunem nowego, krakowskiego rocznika.  Z miłą chęcią się zgodziłem. Potem dostałem drugi rocznik pod opiekę. Oba te roczniki teraz będą kończyć, więc w sumie to już prawie 50 osób, które spod mojego skrzydła wyjdzie i będzie osteopatami z krwi i kości. Ostatnio zdałem sobie sprawę, że w Akademii Osteopatii jako asystent i jako tłumacz, bo tam parę tłumaczeń też zrobiłem, plus jako uczestnik szkolenia zrobiłem około 150 zjazdów. 

M: Kozak.

D: Nie o to chodzi, tylko po prostu nie zdawałem sobie sprawy, że to tyle weekendów, bo to są zawsze 3 dni…

J: Zrobiłeś po prostu trzy razy szkołę. Ja zrobiłem dwa. Moi też już powoli kończą.

D: To jest trochę ponad rok spędzony w tej szkole. Także taka jest moja droga. Takiego pełnego szkolenia autorskiego jeszcze nie przeprowadzałem. Mam nadzieję, że od nowego roku od stycznia się to zmieni. 

Co się zmieni w Fizjopassion?

M: Nie mam nadziei. Mam pewność. Termin jest tutaj rzeczą wtórną. Na pewno o tym poinformujemy.

D: A propos tej pewności to może powiemy coś o warsztatach, które się nie odbyły i o tym jak wygląda sprawa z warsztatami. 

M: Generalnie to był taki pomysł, który nazwaliśmy Akademią Fizjopassion. W ramach tej Akademii chcieliśmy dojechać do jak największej ilości osób z jak największą ilością tematów i w dość trudnym, pandemicznym czasie. Okazało się, że to nie był najlepszy pomysł i że ankieta, którą wcześniej przeprowadziliśmy nie powinna pytać Was, w jakim mieście chcielibyście się spotkać, tylko czy w ogóle chcielibyście się spotkać z nami w formie stacjonarnej, czy może w formie online. Tutaj mój błąd wynikający z tego, że na bazie ilości webinarów przeprowadzonych w czasie lockdown-u miałem taki wniosek i poczucie, że czas spotkać się na sali szkoleniowej, że to jest dobry moment, żeby rzeczy, które się nauczyliśmy podczas webinarów, żeby to zweryfikować przy okazji spotkania z innymi terapeutami, żeby te doświadczenia, umiejętności, gdzieś tam sobie przepracować. Z taką inicjatywą do Was wyszliśmy, ale ona nie pykła. Wiele czynników na to wpłynęło, nie będziemy ich tutaj dogłębnie analizować, ale przekierowało nas to na drogę, którą tak czy tak pobocznie cały czas realizujemy odkąd zaczęliśmy wspólnie działać i nasz projekt internetowy powoli nabiera solidnego kształtu. Jeszcze nie zdradzimy do końca, na czym on będzie polegał, ale możecie się w najbliższym czasie spodziewać z naszej strony dużej ilości webinarów. Nie tak dużej jak w okresie lockdown-u, ale na pewno będziemy się spotykać regularnie. Myślę, że dwa razy w miesiącu na bezpłatnych webinarach wprowadzających w konkretny temat po to, żeby później w ramach dużego, obszerniejszego webinaru przerobić w praktyce temat miesiąca, czyli w każdym miesiącu będziemy mieć temat przewodni. Stwierdziliśmy, że zrobimy to trochę w taki sposób, żeby te rzeczy, który miały się odbyć na warsztatach, bo jednak ich tematyka była dla Was bardzo interesująca, żeby je przemycić w ramach warsztatów online. Każdy z nich będzie się składał z części palpacyjnej, którą przeprowadzi Darek, części praktycznej, w której wszyscy będziemy zaangażowani i będziemy Wam przedstawiać formy postępowania diagnostyczno-terapeutycznego.

J: Na koniec będą 4 godziny teorii z Marcelem. 

M: No właśnie nie, bo to są te dwa bezpłatne warsztaty wprowadzające, żeby nie tracić na to czasu, żeby webinar praktyczny, jeżeli on będzie zaplanowany na 4 godziny, to żeby on po prostu tyle trwał, a nie tak jak niektóre moje webinary po 7 godzin. Wszystko będzie podane w przystępnej formie. Cóż mogę więcej powiedzieć. Będzie mega!

D: Czy chcemy zdradzić tematykę naszych nadchodzących webinarów?

M: Tak, w październiku będziemy mieć dwa spotkania dotyczące miednicy. Myślę, że zrobimy jeden webinar, gdzie powiemy sobie trochę o faktach i mitach. Wczoraj jak robiłem stronę zapisu dla tych webinarów, to wpadł mi taki pomysł, że ten drugi webinar mógłby być np. o miednicy z perspektywy pracy z kobietami w ciąży, bo to jest temat, który często się pojawia i omówilibyśmy sobie to na tym webinarze, a później na tym warsztacie online praktycznym moglibyśmy się odnieść do tego, jakie formy manualnego postępowania możemy zastosować, jakich form unikać, jako forma dodatku do tego webinaru.

D: Czyli bezpieczne formy dla pracy z kobietami w ciąży.

M: Tak oraz umiejscowienie różnych form terapii w pracy z taką panią w ciąży.

J: Uważam, że jest to bardzo ciekawy temat – umiejętność pracy z różnymi pacjentami, to nie musi być kobieta w ciąży, tylko z jakimkolwiek specyficznym pacjentem np. kobieta w ciąży, dziecko, osoba z dużą osteoporozą… Tak naprawdę manualnie można pracować z każdym, tylko trzeba wiedzieć, czego robić nie wolno, na co zwrócić szczególną uwagę. Uważam, że to mega fajnie otwiera na pracę, bo jeżeli masz trochę teorii i wiesz, jakie są zagrożenia, czego Ci nie wolno robić, to możesz bezpiecznie popracować z każdym pacjentem. Tylko jest jeszcze kwestia poinformowania pacjenta o pewnych rzeczach. Uważam, że żaden stan zdrowia pacjenta nie jest bezwzględnym przeciwwskazaniem do terapii. Może być bezwzględnym przeciwwskazaniem do wykonywania pewnych technik.

D: Może bezpośrednie zagrożenie życia typu aktywny zawał.

M: Nie mówimy tu o poważnych patologiach.

D: Ale jak pacjent dał radę przyjść do Was do gabinetu, to prawdopodobnie można z nim cokolwiek robić.

J: Chyba, że ma urwany ząb obrotnika, ale to też można z nim popracować.

M: Niekoniecznie wtedy na szyi.

D: Jeszcze coś chcemy powiedzieć w ramach tego pilotażowego odcinka?

M: Chciałbym powiedzieć, że jestem z siebie dumny, bo nie mówiłem zbyt dużo.

D: My też jesteśmy z ciebie dumni. 

M: Dzięki, mam nadzieję, że słuchacze też będą. 

J: Mega, zaraz idziemy na dół do Żabki i kupię ci pączka. 

D: Jeśli chodzi o Waszą aktywność słuchacze, to zachęcamy do podzielenia się Waszą historią, jak to się stało, że zostaliście fizjoterapeutami i osteopatami. Jeśli macie jakieś pytania co do wszystkiego, to możecie słać na kontakt@fizjopassion.pl, ewentualnie na Facebook-u, ale łatwiej nam będzie, jeśli będzie to kontakt mailowy, wtedy będziemy mieli to zebrane w jednym miejscu i nic nam nie umknie. Żegnamy się!

M: Do zobaczenie w kolejnym odcinku!

Powiązane artykuły

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *