#3 O słuchaczach z Azji i pracy z wadami postawy

Spis treści

Zadaj pytanie, na które odpowiemy w Kąciku Społecznościowym naszego Podcastu

W TYM ODCINKU

Halo Fizjopasjonaci całego świata! 👊

Koniec wyczekiwania 😍
W sieci właśnie znalazł się najnowszy odcinek Fizjopassion na podsłuchu❗️

#3 – o słuchaczach z Azji i miękkich umiejętnościach w pracy z wadami postawy

Tytuł może ciut przydługi, za to sam podcast wyszedł nam krótszy niż ostatnio. 😅

Co omawiamy? 🤔
Jak zwykle odpowiadamy na zadane przez Was pytania, tłumaczymy się z jednego błędu w poprzednim odcinku (przynajmniej o tylu nas poinformowaliście) i jak sam tytuł wskazuje, rozmawiamy o miękkich umiejętnościach potrzebnych w pracy z pacjentami cierpiącymi na wady postawy. 👨‍⚕️

Na koniec zdradzę Wam ciekawostkę, że ostatni epizod został odsłuchany na co najmniej 3 kontynentach 🌎🌍🌏

Nie wiemy czy #3 odcinek pobije ten wynik, ale jak zawsze, mierzymy wysoko. Nasz cel to opanowanie bieguna południowego do #4 odcinka, który pojawi się już za równe 2 tygodnie. 😁

Miłego odsłuchu! 👂

BEZ ODBIORU!

PODCAST DO OGLĄDANIA

PODCAST DO CZYTANIA

O czym dzisiaj będziemy rozmawiać?

D: Dzień dobry wszystkim!

J: Dzień dobry.

M: Dzień dobry.

D: Jak się dzisiaj macie w ten piękny poniedziałkowy poranek?

J: Cudownie.

M: Oprócz tego, że nie ma poniedziałku to świetnie.

J: Swoją drogą poniedziałek to mój ulubiony dzień w tygodniu.

D: Odkąd nagrywamy podcast?

J: Nie, ogólnie. W sensie, jeśli chodzi o życie zawodowe, to mój ulubiony.

M: Od rana do wieczora siedzisz w gabinecie?

J: Tak, naprawdę bardzo to lubię. Wchodzę do gabinetu, zamykam się i mam taką mantrę.

D: To może przedstawię was. To jest człowiek pracy – Jakub Durczak, który właśnie opowiedział o tym, jak bardzo lubi pracę w gabinecie. A Marcel Mieszkalski jak bardzo lubi pracę w gabinecie?

M: W poniedziałki w ogóle.

D: Szanuję, mam podobnie. Ja się nazywam Dariusz Kowalski i będę prowadził ten podcast.

J: Profesor Kowalski.

D: W dzisiejszym odcinku na pewno zajrzymy do naszego kącika społecznościowego, w którym się znalazło parę pytań, komentarzy i podpowiedzi, co moglibyśmy wprowadzić do programu, ale to już niebawem zdradzę, o co chodzi. Następnie dowiemy się, co nowego robimy w Fizjopassion, co zrobiliśmy ostatnio, czyli jakieś webinary i inne rzeczy, które pojawiły się w sieci. Następie przejdziemy do kącika gabinetowego, w którym opowiemy sobie o czym Kuba?

J: W kąciku gabinetowym chciałbym powiedzieć parę słów o wadach postawy, a konkretnie o stosunku rodziców do swoich dzieci z wadami postawy. Taki trochę ciężki temat, ale mam nadzieję, że przedstawię go w sposób lekki.

D: Bardzo dobrze. Z tego potem wyjdziemy do tematu głównego, czyli do stawiania sobie celów w terapii i komunikowania tego pacjentom. Zrobimy to też na przykładzie wad postawy, konkretniej wad klatki piersiowej, bo zainspirowała nas do tego dyskusja, która się wiązała na Facebooku pod jednym z postów.

J: Mieliśmy taki post o klatkach piersiowych i tam się wywiązała ciekawa dyskusja.

D: Pomyśleliśmy, że rozwiniemy ten temat. Więc nie przedłużając dłużej… Kuba się znowu przyczepi, więc po prostu nie przedłużając.

M: To będzie takie twoje hasełko podcastowe.

Fizjoterapia a osteopatia

D: Więc nie przedłużając dłużej, przechodzimy do kącika społecznościowego.

J: Pamiętaj, że moja mama jest polonistką i może się do tego przyczepić.

D: Pamiętam. Może zaczniemy od lżejszych rzeczy. Weźmiemy na warsztat jeden z komentarzy, który pojawił się pod pierwszym odcinkiem i Piotr napisał tak: „Mega podcast, jako studenciak jestem mega zagubiony w fizjoświecie, ale czuję, że przy Waszym 50-tym podcaście już będę wiedział, jakim fizjo chcę być. Fajnie w końcu się dowiedzieć, że osteopatia i fizjoterapia to dwie różne rzeczy, bo do teraz żyłem w przeświadczeniu, że osteopata równa się lepszy fizjoterapeuta.” Czy Kubuś chciałbyś odpowiedzieć na ten piękny komentarz?

J: Bardzo dziękujemy za ten komentarz. Bardzo to jest zawsze miłe, jak ktoś pochwali. Przeświadczenie, że osteopata to jest turbo fizjoterapeuta, jest absolutnie błędne, bo osteopata to jest ktoś, kto wykonuje inny zawód. Są kraje w Europie i nie tylko w Europie, gdzie można pójść na studia osteopatyczne prosto po szkole średniej i to jest często takie zderzenie z rzeczywistością, jak studenci osteopatii w Polsce zadają pytania instruktorom z Anglii na temat ćwiczeń. Oni mówią, że nie wiedzą i że z tym odsyłają do fizjoterapeuty. U nas tak się utarło, że nie ma pełnowymiarowych studiów osteopatycznych jeszcze, więc zdecydowana większość ostepatów to są fizjoterapeuci z pierwszego wykształcenia. Zwykle na roku się trafia jeden lekarz i jedna położna, ale raczej nie więcej. Jest 95% lub 100% fizjoterapeutów. To jest inny zawód. To jest inne postrzeganie ludzkiego ciała. To są inne cele terapeutyczne. Jeśli ktoś chce być fizjoterapeutą i w tym się odnajduje – super. Można być świetnym fizjoterapeutą i można nie mieć żadnego pojęcia o osteopatii. Natomiast jeśli ktoś się kieruje w stronę terapii manualnej i to go jara, to uważam, że osteopatia będzie dla niego fajnym kierunkiem, natomiast jako kolejny krok w rozwoju, aczkolwiek absolutnie nie uważam, żeby to było konieczne, można być świetnym terapeutą manualnym i po prostu być świetnym terapeutą manualnym. Jeśli ktoś np. chce pracować z neurologią, chce pracować z dziećmi, chce być terapeutą Bobath lub Vojty, to myślę, że może wcale nigdy nie odczuć potrzeby jakiejkolwiek pracy manualnej, bo ktoś tego nie czuje, nie chce. Ja dostaję mnóstwo dzieci do gabinetu od terapeutów Bobath, którzy nigdy w życiu nie będą chcieli studiować osteopatii, bo oni robią swoją robotę; jak widzą potrzebę, to odsyłają to dziecko na jedną lub dwie wizyty do mnie i dalej robią swoją robotę. Nie potrzeby kończyć 5-cio letnich studiów, żeby sobie na chwilę pomóc, można to dziecko odesłać. Absolutnie nie jest to rozwinięcie fizjoterapii.

D: Kolejny ze słuchaczy, Karol, zaproponował nam, czy nie chcielibyśmy zrobić jajcarskich odcinków, w którym niczym Nosal z RadioZet będziemy dzwonić do innych fizjoterapeutów i podszywać się pod przykładowego pacjenta, i sprawdzać, jak sobie poradzi w takiej sytuacji bardzo abstrakcyjnej. Co wy na to? Ja jestem raczej na nie, ale może któryś z chłopaków się skusi na takie wyzwanie.

M: Czy wciska dyski i za ile? Ja chętnie takich rzeczy posłucham w radiu, ale nie mam zacięcia, żeby się wcielać w rolę kogoś takiego. Poza tym nie umiem ściemniać, więc generalnie od razu byłoby wiadomo, że Mieszkalski dzwoni i próbuje jakiś chytry plan zrealizować.

D: Drogi Karolu, jeżeli się zdecydujemy, to miej pewność, że będziesz pierwszym celem, do którego zadzwonimy.

M: W cenniku przygotuj już, ile za to wciskanie dysków.

Marcel tłumaczy się z błędu

D: Marcel, to może chciałbyś się teraz wytłumaczyć z hormonalnej terapii zastępczej.

J: Mieszkalski popełnił błąd!

M: Ostatnio zrobiłem spore faux pas. Oklaski dostałem za błąd?

J: Za to, że umiesz się do niego przyznać.

M: Jak skończę się kajać, to puścisz mi pyłek, dobra? Generalnie w ostatnim odcinku, gdzie mówiliśmy o bolesnych miesiączkach, to zamiast nawiązać do antykoncepcji jako terapii stosowanej z wyboru, zalecanej często przez lekarzy, to użyłem stwierdzenia hormonalnej terapii zastępczej, co oczywiście nijak się ma do omawianego przez nas tematu, bo jest to temat, który dotyczy kobiet w okresie menopauzy, więc naprostowuję i bardzo przepraszam, jeżeli ktoś poczuł się dotknięty tym błędem.

D: Błąd został właśnie magicznie wymazany. 

M: Czysta karta.

J: Zastanawiam się, skąd jest to zamiłowanie Mieszkalskiego do tego pyłku. On się zakochał od pierwszego usłyszenia w tym dźwięku.

D: Dobre wspomnienia z Wróżką Zębuszką?

M: Lubię po prostu bajki.

J: Ja też. Nawet mam kilka na sobie.

Osteopatia wad wzroku

D: Dostaliśmy pytanie o osteopatyczną terapię wad wzorku. Nie wiem, kto zadawał to pytanie, bo nie mam tego zapisanego.

M: Pamiętam, że to była kobieta, więc będę się zwracał, jak do kobiety, natomiast przepraszam, nie pamiętam imienia.

J: Kwiatuszku.

M: W każdym razie myślę, że z perspektywy terapii wad wzroku chodziło o wady takie jak np. krótkowzroczność i astygmatyzm. Generalnie nie jest to coś, czym zajmujemy się w pierwszej kolejności priorytetowo u naszych pacjentów. Szczerze mówiąc, nie miałem nigdy pacjenta, który zgłosiłby się do mnie stricte w kontekście poprawy jakości swojego wzroku. Myślę, że gdyby trafił do mnie taki pacjent, to pracowałbym z nim dokładnie tak samo jak z każdym innym pacjentem, niezależnie od symptomu, z którym do mnie przyszedł. Jeżeli podczas badania pacjenta, u którego symptomem jest krótkowzroczność lub astygmatyzm, masz zaburzenia na poziomie soczewki, to jeżeli znalazłbym jakiś wzorzec napięciowy, który koresponduje z obszarem zaopatrzenia nerwowego, naczyniowego jeśli chodzi o narząd wzroku, to starałbym się ten wzorzec napięciowy przepracować. Rzadko kiedy trafiają do nas pacjenci na takim etapie życia, gdzie te zaburzenia, mające miejsce na poziomie narządu wzroku, są faktycznie wzorcem napięciowym, a nie stały się już częścią formy tego pacjenta. Te zaburzenia napięciowe, które będą determinować problemy ze wzrokiem mogą mieć często przyczyny wewnątrzłonowe, jeśli chodzi o rozwój czaszki, czy okołoporodowe. To są bardzo mocno hipotetyczne założenia i można byłoby tak wróżyć, ale zazwyczaj u takiego dziecka, które po porodzie nosi w obrębie czaszki znamiona wzorca napięciowego, nie przepracujemy tego wzorca maksymalnie do około 6 roku życia, gdzie ciemiączka nam zarastają, to nasze możliwości pracy z tym wzorcem napięciowym są już ograniczone. Jeżeli miałbym pracować z kimś w kontekście problemu, o który zapytałaś, to raczej byłoby to dziecko. U osób dorosłych, nie mówię, że nie jest to niemożliwe, sam wiele razy po terapii u Kuby, miałem kiedyś taką sytuację u Marcina Szkolnickiego w gabinecie, że wyszedłem od niego z gabinetu bez okularów i na przystanku dopiero ogarnąłem, że ich zapomniałem. Widziałem całkiem dobrze, więc pewnie gdyby się nad tym skupić, to można byłoby sporo w temacie poprawić. Nie mam tutaj żadnego przepisu na to, jak to zrobić, oprócz zrozumienia anatomii i fizjologii przez pryzmat wzorca napięciowego, który mógłby zaburzać zaopatrzenie nerwowo-naczyniowe dla naszego narządu wzroku.

J: Mam takie ciekawe doświadczenie gabinetowe. Kiedyś do mnie zadzwonili moi pacjenci, że ich 12-sto letniemu synowi regularnie się wzrok pogarszał i ma dużą wadę, ale nagle ta wada zaczęła mu bardzo szybko progresować i zaczęliśmy pracować, i to wyhamowało do swojego normalnego tempa. Nie to, że mu cofnąłem wadę wzroku, natomiast coś co się zaczęło dziać, że ta wada mocno zaczęła przyśpieszać, wyhamowało i wróciło do swojego normalnego stanu.

D: Z podobnych doświadczeń mam tylko jedno takie, jak myślałem, że muszę już powoli zmieniać okulary w pewnym momencie, bo zacząłem widzieć kiepsko na dalsze odległości.

M: Okazało się, że wystarczy je wyczyścić?

D: To też mi się zdarzało, ale to nie ta historia. Też wtedy trafiłem na terapię osteopatyczną i po niej stwierdziłem, że jednak nie muszę wymieniać tych okularów. Zdecydowanie napięciowa komponenta ma na to wpływ, ale nie mam tego na tyle przygotowanego, ani przemyślanego, żeby coś więcej o tym powiedzieć.

M: Są strefy, na które można byłoby bardziej zwrócić uwagę, ale nie będziemy teraz tutaj robić wykładu anatomicznego w ramach podcastu. Może kiedyś przygotujemy webinar, gdzie trochę więcej merytorycznych rzeczy się pojawia na temat pracy z obszarem szeroko pojętej twarzoczaszki w ujęciu problemów narządu wzroku. Jest jakiś pomysł.

Gdzie znaleźć tajemniczą blaszkę Delbeta?

D: Kolejna rzecz. Marcel, może Ty jeszcze raz powiesz, gdzie znaleźć blaszkę Delbeta?

M: Na Instagramie Fizjopassion.

J: A jeszcze lepiej u pacjenta.

D: W poprzednim odcinku po prostu zaczęliśmy o niej mówić i o tym, że często trudno ją zlokalizować w atlasach, więc Marcel był tak dobry, że ją dla Was narysował.

M: Narysowałem schematycznie cały ten krzyż łącznotkankowy, który w miednicy możecie znaleźć. Blaszka Delbeta to jest ten system, który ciągnie się od strony grzbietowej w kierunku brzusznym i jest rozpięty pomiędzy kością krzyżową a spojeniem łonowym. Po drodze oplata wszystkie narządy miednicy mniejszej. To zdjęcie w poście było nazwane „krzyż miednicy”. Możecie na Instagramie i na Facebooku odnaleźć. Pamiętajcie, że jakbyście chcieli z perspektywy anatomicznej więcej na ten temat poczytać, to nomenklatura blaszka Delbeta niekoniecznie będzie najbardziej popularną. Raczej szukajcie blaszki krzyżowo-odbytniczo-maciczno-pęcherzowo-łonowej lub czegoś mniej więcej w tym stylu.

D: Z poważniejszych maili to jeszcze Kamil zadał nam dwa bardzo celne pytania. Chciał, żebyśmy poruszyli temat wypalenia zawodowego. Drugie pytanie było o nasze kontrargumenty na zarzuty świata EBM w kierunku osteopatii. To są dwa bardzo fajne pytania, ale obawiam się, że w kąciku społecznościowym możemy nie zmieścić odpowiedzi na żadne z nich. Zrobimy sobie z tego następny odcinek. Nie wiemy, czy z dwóch temat na raz, czy z jednego, ale oba tematy na pewno poruszymy, zobaczymy w jakiej kolejności. Kamilu będziesz musiał chwileczkę jeszcze poczekać.

J: EBM bardzo chętnie.

M: Wiedziałem, że już ostrzysz zęby.

Czy w Azji też słuchają naszego podcastu?

D: Moi drodzy przyjaciele, chciałbym wam ogłosić, że nasz podcast Fizjopassion na podsłuchu już jest odbierany na całym świcie. Nie wiem, czy wiecie.

J: Skąd mieliśmy słuchacza?

D: Chciałbym, żebyście strzelali. Pierwszy kraj skąd ludzie nas słuchają to wiadomo Polska. Przynajmniej to są statystyki ze Spotify. Drugim krajem są Niemcy. Można się spodziewać tego, że jako Polacy lubimy wyjeżdżać za granicę do Niemiec do pracy i stamtąd można nas posłuchać.

J: Pozdrawiam moją koleżankę, bo to ona robić nam te statystyki na bank.

D: Mnie bardzo intryguje trzeci kraj. Macie po jednym strzale.

M: Malezja.

J: Sri Lanka.

D: Malezja, bo cwaniaczek przeczytał wcześniej.

J: Widziałem, że tam zerkał.

M: Nie przeczytałem wcześniej. Mam po prostu tam kursantkę, która na co dzień urzęduje, nie zdradzałem ci tego.

J: Mamy jeden odsłuch z Malezji i to jest nasze trzecie miejsce?

D: Mamy 6 odsłuchów z Malezji. Chciałem, żeby ten słuchacz z Malezji się wypowiedział, kim on jest, jak to jest i co go tam wywiało, ale widzę, że Marcel coś tam wie.

M: Będziemy musieli Cię, Karola, zaprosić do podcastu w takim razie.

J: To jest w ogóle fajny pomysł, żeby ktoś, kto mieszka Malezji przyszedł i opowiedział, jak się tam pracuje.

M: Raczej nie przyjdzie.

J: W sensie, że przyjdzie, jak będzie w Polsce.

D: Słuchają nas też w Wielkiej Brytanii, w Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie. Na szóstym miejscu są Filipiny. Drogi Słuchaczu, z Filipin chcielibyśmy usłyszeć Twoją historię, jak to się stało, że jesteś w Filipinach? To tyle w kąciku społecznościowym. Przechodzimy do informacji co się działo ostatnio nowego w Fizjopassion?

Co nowego w Fizjopassion?

M: Generalnie jak wiecie, to szkoleniowo ostatnio średnio. Chociaż z tego co widziałem, to odmrozili nam możliwość prowadzenia szkoleń, więc jest szansa, że nasze warsztaty listopadowe i grudniowe z napięciowych bólów głowy i rozejścia mięśni prostych się odbędą. Są one zaplanowane w Warszawie i Poznaniu.

J: Chciałbym znać klucz do odmrażania i zamrażania różnych rzeczy.

D: Myślę, że nie brnijmy w tym kierunku.

M: Poza tym cały czas walczymy z webinarami. Dzisiaj jak nagrywamy ten podcast, to wieczorem czeka nas jeszcze webinar na temat miednicy, drugi już z serii o kompleksie miednicy.

D: Jak Wy tego słuchacie, to on był już 3 dni temu.

M: Był o dnie miednicy, o ciąży, o pracy z bliznami.

J: Spotkał się z bardzo dobrym odbiorem.

M: W listopadzie mamy zaplanowane jeszcze jeden webinar podsumowujący, zbierający to wszystko w całość w ramach praktycznego spotkania. Ten jeszcze się nie spotkał z dobrym odbiorem, bo jeszcze się nie odbył, ale myślę, że będzie podobnie, jeśli chodzi o zadowolenie ze strony odbiorców. Treści się pojawiają na Facebooku, na Instagramie. Darek też stworzył na YouTubie fajną serię krótkich filmików o nazwie „Na skróty!”. Tam możecie krótkich przebitek z różnych naszych wystąpień wysłuchać. One są fajnym drogowskazem, czy chcę posłuchać danego materiału w całości, czy też nie. Chyba tyle u nas, czy o życiu osobistym też opowiadamy?

D: Może w następnym odcinku. Chyba, że Kuba coś o keto opowie?

J: A ile mamy czasu?

D: Dobra to nie.

J: Bo ostatnio słuchałem bardzo długiego podcastu z Markiem Seasonsem i mam nowe przemyślenia. Lepiej, żebym się nie rozwijał.

D: To jeszcze przypomnę, że na konktakt@fizjopassion.pl czekamy na Wasze maile. Przechodzimy do naszego kolejnego kącika.

Jak rodzice robią krzywdę dzieciom z wadami postawy?

M: Mam takie przemyślenie, że jak puszczasz muzyczne przerywniki, to ja jestem jak ten piesek w samochodach, który tak kiwa główką.

D: Dobrze, to teraz kącik gabinetowy. Do dzisiejszego kącika gabinetowego przygotował się Jakub i teraz nam opowie, co sobie ostatnio przemyślał w gabinecie.

J: Mam taki temat, jak już mówiłem, może się wydawać ciężki, ale miejmy nadzieje, że w odbiorze nie będzie taki ciężki. Dużo pracuję z młodzieżą i z dziećmi z wadami postawy. Mam takie przemyślenie, zawsze mnie to uderza i nie do końca zawsze wiem, jak to miękko zakomunikować rodzicom w gabinecie, bo dość sporo rodziców ma tendencję, że mówi w ten sposób: „niech pan zobaczy jaki on jest krzywy, w ogóle te łopatki jej tak wystają, strasznie to wygląda przecież, ona się tak garbi…”. Mam takie przemyślenie, że to może być niepopularny pogląd w środowisku ludzi, którzy pracują z wadami postawy, że mimo tego, że dużo z nimi pracuję, to nie uważam, że to jest jakaś tragedia. Uważam, że absolutnie powinniśmy dążyć do tego, żeby dzieci nie miały wad postawy, natomiast jeśli coś tam się nie uda i się tego nie wyprowadzi, to w świetle tego co wiemy z różnych meta badań, osoby dorosłe ze skoliozą nie zgłaszają się do lekarza częściej z bólem pleców niż osoby bez skoliozy. Nie mamy podstaw do tego, żeby zakładać, że w przyszłości to będzie jakaś tragedia zdrowotna. Jeśli chodzi o estetykę, to jest to bardzo subiektywna kwestia. To, że ktoś ma odstające łopatki, to ktoś będzie miał z tego powodu kompleks, a ktoś kompletnie nie będzie świadom tego, że ma odstające łopatki albo w ogóle mu to nie będzie przeszkadzać. Myślę, że mówienie w kółko dziecku, że ma odstające łopatki, się garbi i że jest krzywy, może wywołać poważniejsze skutki niż to, że zaniedba się tę wadę postawy. Absolutnie nie nawołuje do zaniedbywania wad postawy, tylko należy się tym zająć, ale myślę, że budowanie w dziecku pewności siebie i zdrowego postrzegania własnego ciała, czyli wyglądam tak jak wyglądam i nie mam z tym problemu, jest ważniejsze od tego, czy masz odstające łopatki.

D: Mówiłeś, że część osób może mieć kompleks z powodu odstających łopatek, a część nie. Myślę, że te osoby, które od rodziców słyszą ciągle, to co mówiłeś, mogą je mieć. Dużo jest takich rodziców. Drodzy rodzice, jeśli nas słuchacie, to mamy do Was krótki apel, żeby komunikować to, żeby się dziecko wyprostowało, jeżeli naprawdę macie taką potrzebę, ale w taki mniej agresywny sposób.

J: To są bardzo miękkie rzeczy. Tu nie ma gotowej porady, czy książki kucharskiej, gdzie znajdziemy na to przepis. Mam wadę wymowy. Zresztą jedna słuchaczka nam powiedziała, że nie dała rady odsłuchać webinaru, bo tak ją wkurzała moja wada wymowy, ale szczerze mam na to kompletnie wywalone. Nie przestanę przez to mówić do ludzi. Jakbym miał krzywy kręgosłup, tobym nie przestał wychodzić na ulicę albo nie przestałbym chodzić na plażę latem. Niestety są osoby, które mają takie problemy. Skądś się one biorą.

D: Masz jakąś rozwiązanie, jak już widzisz taką sytuację w gabinecie, czy coś mówisz rodzicowi, jakoś zwracasz uwagę?

J: Zaczynam od uświadamiania, że ta wada postawy to nie jest koniec świata. Generalnie mam takie podejście, że zanim przejdę do tego, z czym jest problem, to najpierw mówię o tym, co jest okej. Jak oglądam dziecko z wadą postawy, to mówię np. nogi są proste, ta miednica stoi równo albo nierówno, ale zaraz to odkręcimy, stopy są ładnie wysklepione. Tutaj troszeczkę nam ucieka, ale zaraz się tym zajmiemy. Łopatki mogłyby być bardziej przyklejone, ale generalnie nie ma tragedii. Przedstawiam to zawsze bardzo miękko. To nie pomaga pozyskać pacjenta do długiej i uporczywej terapii, bo to jest nic prostszego, jak zmanipulować pacjenta, że jest u niego tragedia. Potem, jeżeli się okazuje, że jest to wada postawy, z którą faktycznie trzeba intensywnie pracować, to bardziej miękko ich wprowadzam w ten świat intensywnej, uporczywej terapii, a nie zaczynam od tego, że jest dramat.

D: Myślę, że to jest kluczowe, bo jeśli chodzi o stan pacjenta i to, jak on siebie postrzega, odgrywa kluczową rolę w tym, jak on się czuje. Jeżeli ten dzieciak, który ma powiedzmy 6 lat i co chwilę słyszy, że jest niedobrze itd., to jego procesy kognitywne i jego postrzeganie samego siebie będzie na tyle zaburzone, że może autentycznie zmieniać jego odczucia bólowe.

J: Może zmieniać jego postawę ciała, bo jest realne przełożenie i dosłownie z minuty na minutę między twoim stanem emocjonalnym, a twoją postawą ciała. Nikt nie idzie super wyprostowany i uśmiechnięty ulicą, jak czuje się kiepsko. W momencie, w którym dostaniesz fajny, pozytywny bodziec, to automatycznie chce ci się stać lepiej. To jest podświadome. Widzę, że Marcel coś dzisiaj…

M: Ja dzisiaj jestem.

J: Wyglądałeś, jakbyś coś chciał.

M: Znaczy chcę, ale nie wiem, czy mogę.

D: Oczywiście, że możesz.

M: W odniesieniu do tego, co mówicie, mam trochę inne rozwiązanie dla nas wszystkich. Uważam, że wady postawy są często takim wytłumaczeniem dla terapeutów, żeby wszystkie symptomy, z którymi nasz pacjent do nas przychodzi, zrzucić na wadę postawy. Tego pacjenta boli to, bo on ma krzywe kolano. Tego pacjenta boli stopa, bo ma koślawą stopę. Możemy w ten sposób mnożyć różnego rodzaju dolegliwości. Jeżeli zbudujemy w pacjencie przeświadczenie, że całe jego zdrowie i codzienny dobrostan jest uzależniony od tego, czy on ma taką lub inną wadę postawy, abstrahując już od bardzo zaawansowanych wad postawy, to uważam, że robimy w takiej sytuacji pacjentowi krzywdę. Odnosząc się jeszcze do tego, co Darek mówił w kontekście rad od rodziców, żeby to się wyprostować, żeby się nie garbić itd., to tutaj też mam trochę inną radę. Zachęćmy dzieci do urozmaiconej aktywności fizycznej, bo dziecko i tak nie posłucha tego, co rodzic ma do powiedzenia w kontekście przyjęcia postawy ciała. To jest coś, co jest poza jego kontrolą. Są pewne elementy w budowaniu kontroli postawy ciała, które zależą od naszej świadomości, ale duża część tej kontroli postawy ciała zależy od procesów niekontrolowanych przez nas świadomie. Spróbujmy dziecko wrzucić w fajną, urozmaiconą aktywność. Niech te mięśnie posturalne u niego trochę popracują i ta postawa będzie się kształtować całkiem fajnie.

J: Jeśli dziecko się garbi, to się garbi, bo taki ma wzorzec napięciowy. Jego ciało chce się tak ustawiać z jakiegoś powodu. Jeżeli mógłbym dać komuś taki protip, bo mówisz o urozmaiconej aktywności fizycznej, kiedy wiele miejsc jest pozamykanych i się teraz nie da, to jest taki trend ćwiczeń, który się nazywa Animal Movements albo Primitive Movement, jest mnóstwo filmików na YouTube’ie i ja ze swoimi dzieciakami skaczę po pokoju. Robimy orangutany, jaszczurki, niedźwiedzie. To są mega ćwiczenia, naprawdę tak fajnie angażują całe ciało i są ogólnorozwojowe. Mocno angażują centrum ciała. Superrozwiązanie i w formie zabawy, jak się uda 15-20 minut dziennie poćwiczyć w domu z dzieciakami, to jest hit.

M: Nam się często wydaje, że jak ktoś ma wadę postawy, to on musi mieć jakieś ekstra celowane ćwiczenia korekcyjne i nic poza tym, żadnej konkretnej aktywności, bo to przecież będzie pogłębiać asymetrię.

J: Dla mnie w terapii wad postawy ważna jest nasza terapia związana ze wzorcem napięciowym, jeśli są konieczne – to ćwiczenia korekcyjne i z takich ciekawostek gabinetowych, to ja na pierwszej terapii prawie nigdy nie zadaję ćwiczeń korekcyjnych, normalna aktywność fizyczna jest tak samo ważna jak te poprzednie punkty, no i ogólny stan zdrowia, bo wiadomo, że jak coś ze zdrowiem jest nie tak, to trzeba się tym zająć.

D: Musimy wziąć pod uwagę to, że jeżeli mamy sporty, które są wybitnie asymetryczne, czyli np. tenis, siatkówka, gdzie jest dominacja pracy jedną kończyną, to oczywiście, że asymetria się pojawi, tylko będzie ona adaptacją do warunków, w których ten organizm funkcjonuje. Ta drobna asymetria, która zacznie się pojawiać, jest atutem dla tego organizmu, który ma wykonywać daną czynność.

J: Poza tym zawsze jest kwestia ilości. Inaczej się odnosimy do zawodnika, który chce grać w tenisa i trenuje 10 godzin w tygodniu, a inaczej do dziecka, które rekreacyjnie raz w tygodniu idzie na lekcje tenisa. Nie dajmy się zwariować, że ta godzina tenisa w tygodniu zrobi jakąś masakrę.

D: Chciałem wrócić jeszcze do komunikowania rodzicom tych kwestii, jeśli chodzi o wady postawy i dzieci. Jeśli chodzi o ten komunikat, to musi on być wypośrodkowany. Z jednej strony bardzo fajnie powiedzieć, że to nie jest nic takiego strasznego, uświadomić pacjenta, że wady postawy to nie jest najgorsza rzecz wyciągnięta z horroru i teraz już tylko wózek. Krew mnie zalewa, jak pacjent mi mówi, że usłyszał od kogoś, że teraz to już tylko wózek inwalidzki.

J: To jest wkurzające, bo to jest typowe wróżenie z fusów. Ktoś nie ma żadnych podstaw, żeby to powiedzieć.

M: To jest budowanie wizji opartej o różne mechanizmy psychologiczne w takiej sytuacji nocebo. Pacjent lubi wokół pewnych stwierdzeń budować swoje poczucie zdrowia.

D: Chciałem powiedzieć, żeby ta informacja, którą dostaje pacjent lub rodzic, była na tyle zrównoważona, żeby wiedział, że jeżeli to jest postępująca wada postawy, to nie można tego olać i dobrze byłoby, żeby robił te rzeczy, które powinien robić, czyli przychodzi na terapię albo co zostanie zadane do domu. Z drugiej strony, żeby nie budować efektu nocebo, że jak to nie jest źle itd.

M: Jesteśmy w kąciku gabinetowym. Przypomniała mi się taka sytuacja. Przyszedł kiedyś do mnie rodzic. Był to tata z synem. Ten chłopak miał 13-14 lat. Przyszli z kartą wypełnioną przez lekarza rehabilitacji, gdzie ten chłopak był zbadany od stóp do głów w sposób ortopedyczny. Było napisane: prawe biodro taka ruchomość, lewe taka ruchomość. Każdy staw w ciele był przeanalizowany w ciele w ten sposób. Zabrakło jednej rzeczy – wniosków, co z tym chłopakiem dalej robić. Faktycznie była tam wada postawy. Z perspektywy rodziców problemem, który determinował te wszystkie asymetrie w jego ciele, była asymetria kończyn. Zapytałem, czy było zdjęcie rentgenowskie, które potwierdzałoby faktyczny, anatomiczny skrót kończyny. Odpowiedzieli, że nie, że mają tylko od lekarza wypis badania, które ona przeprowadziła. Coś tu mi nie gra. Czegoś mi brakuje w takim postępowaniu. Troszkę denerwuje mnie to, że osoby, który szukają pewnej drogi do zdrowia dla swojego dziecka, są z jednej strony zostawieni z informacją, że z ich dzieckiem nie do końca jest wszystko okej, bo na kartce było mnóstwo nieokejów, a z drugiej strony nie dostają żadnej wskazówki, co z tym zrobić. Dostali informację, że proszę pójść do osteopaty.

J: To i tak super.

D: To już jest informacja. Już nie przesadzaj.

M: No jest, tylko wtedy spędzasz zazwyczaj pierwszą wizytę nie na tym, żeby badać pacjenta i się nim zajmować, tylko na zmianie świadomości rodzica w kontekście tego, co z tym dzieckiem faktycznie się dzieje i co wymaga zaopatrzenia terapeutycznego, a co niekoniecznie.

D: Tak, ale to jest przypadłość nie tylko lekarzy rehabilitacji, ale ogólnie ludzi, którzy pracują z ludźmi.

M: Nie że się przyczepiam do lekarzy rehabilitacji.

J: Wiem, że to jest irytujące. Pod różnymi moimi i naszymi postami pojawiają się komentarze z wrzutkami do lekarzy. Uważam, że nie ma co się zapinać na lekarzy. Oni pracują w inny sposób i jedyne, co można zrobić, to próbować dotrzeć z tym, że takiego pacjenta można do nas odesłać, a nie dawać mu obcas Thomasa i to już jest dużo. To są dwa różne zawody. Tak jak fizjoterapia klasyczna, ciężko jest o niej mówić w Polsce, bo u nas fizjoterapia i osteopatia bardzo mocno się przeplata, natomiast fizjoterapia klasyczna jest pochodną medycyny, i ona idzie w tym samym nurcie, to osteopatia jest już innym spojrzeniem. Nie możemy wymagać od nich myślenia w taki sposób jak my, tak jakbyśmy wymagali od terapeutów medycyny chińskiej, żeby myśleli tak jak my.

D: Mam wrażenie, że wiele zawodów medycznych, w tym my bardzo często, moglibyśmy poświęcić więcej czasu na wytłumaczenie pacjentom rzeczywistej sytuacji, w której się znajdują, bo bardzo często robimy skróty myślowe, które są często bardzo szkodzące. Tak jak z tym wózkiem inwalidzkim.

J: Moim zdaniem największym grzechem osteopatów jest mówienie pacjentowi, że miał pan zablokowaną wątrobę i zostawiania pacjenta z taką informacją, gdzie pacjent kompletnie nie rozumie, co masz na myśli. Pacjent często myśli, że ma problem z wątrobą, kiedy tobie chodziło o to, że ma wzorzec napięciowy w ciele, który jest głównie zlokalizowany w tkance łącznej wokół wątroby i ona ma zaburzoną swoją ruchomość względem przepony. Chodziło ci o to, a powiedziałeś mu, że ma problem z wątrobą i go zostawiłeś z tą informacją.

D: Pacjent potem leci na USG, robi próby wątrobowe i okazuje się, że wszystko z jego wątrobą jest dobrze.

J: Dokładnie. To nie jest tak, że uważamy, że wszyscy osteopaci są super, bo komunikacyjne uważam, że często leżą.

D: Jak najbardziej. Czy zamykamy kącik gabinetowy?

J: Myślę, że tak.

Dlaczego nie możemy być pewni, że damy radę pomóc temu konkretnemu pacjentowi?

J: Przez chwilę się bałem, że Mieszkalski przestanie trząść głową i przestanie być pieskiem, i myślę, że podcast by na tym dużo stracił.

D: Ja razem z nim nie mogę się powstrzymać od śmiechu, jak widzę, jak on tą głową macha rzeczywiście jak ten piesek. Dobrze. Temat odcinka jest zainspirowany dyskusją, która wywiązała się pod postem na temat terapii klatki piersiowej.

J: Mocno zahaczymy o to, o czym mówiliśmy przed chwilą. Myślę, że to rozwiniemy w pewnym sensie. Napisałem post na Facebooku na temat terapii klatki piersiowej. Konkretnie się odnosiłem do klatki piersiowej lejkowatej i szewskiej. Generalnie on był utrzymany w takiej konwencji, że jeżeli przychodzi do Ciebie pacjent, który ma 14 lat i ma szewską lub lejkowatą klatkę, to trzeba zbudować rodzicom obraz tego, że prawdopodobnie nie tak dużo już można z tym zrobić, należy spróbować, należy wprowadzić ćwiczenia oddechowe, ale żeby nie tworzyć sztucznego obrazu, że to wszystko wyprostujemy, bo prawdopodobieństwo tego jest niewielkie. Z kolei zupełnie inaczej rozmawiamy z rodzicami dziecka, które ma 3, 4, 5 lat, które ma taką klatkę piersiową, bo tam nasze pole do popisu jest znacznie większe. Mamy więcej czasu, mamy większy potencjał, generalnie możemy więcej. Pod postem pojawiły się zdjęcia, gdzie ludzie pokazywali bardzo ładne efekty terapii u np. 16-latka. Chapeau bas. Uważam, że należy się chwalić takimi efektami, należy je pokazywać, bo to pokazuje, że nie możemy się też zapiąć na to, że młody człowiek, który już ma 14, 15, 16 lat, u którego proces kostnienia jest dość daleko posunięty i ponieważ potencjał jest już bardzo mały, to możemy sobie odpuścić. Nie! Jak widać na tych zdjęciach pod postem, że u takiej młodzieży też możemy osiągnąć spektakularne efekty, ale prawdopodobieństwo tego, że trafimy na pacjenta z takim potencjałem jest stosunkowo małe. W związku z czym trzeba znowu wypośrodkować komunikat do rodziców, że teoretycznie mamy jeszcze potencjał, na pewno warto spróbować, ale ja bym takiego dziecka nie prowadził nie wiadomo jak długo w terapii, jeśli nie widziałbym w miarę szybko jakichś postępów. Jeżeli robię jedną, drugą, trzecią, piątą terapię i nie widzę postępów, to zakładam, że już raczej tych postępów z tym dzieckiem nie zrobię, że może trzeba iść do innego terapeuty albo sobie już  to trzeba odpuścić, ponieważ forma ciała tego pacjenta jest już ustabilizowana. Tak jak mówię, warto pokazywać te efekty i warto o nich mówić rodzicom, że to jest możliwe, tylko pytanie na jakim etapie życia tego dziecka, na jakim etapie formowania się klatki piersiowej weszliśmy z terapią. Tego nigdy nie wiemy, dlatego warto próbować. Warto też pamiętać, że jeżeli raz osiągnęliśmy taki spektakularny efekt, to nie uprawnia nas do tego, żeby mówić, że teraz wyciągnę wszystkie klatki, bo po prostu tak nie jest.

M: Czyli nie możemy na bazie tego efektu wow, który zdarza się w gabinecie co jakiś czas i zaskakuje nawet nas często, interpretować przez pryzmat superefektu, który udało się osiągnąć z daną osobą, każdej kolejnej terapii mającej na celu poprawę takiej czy innej w tym wypadku wady postawy. Może być tak, że zarówno pacjent, rodzice jak i my będziemy rozczarowani, bo może się okazać, że ten pacjent ma mniejsze zasoby, jego ogólny stan zdrowia jest gorszy i potencjał do przebudowy i adaptacji napięciowej w obrębie klatki piersiowej jest po prostu mniejszy.

D: Na pewno nie powinniśmy rzucać takiej informacji pacjentowi lub rodzicowi pacjenta, że na pewno jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić i na pewno klatkę wyprowadzimy, mimo że trzy wcześniejsze klatki udało nam się wyprowadzić. Kiedyś mój znajomy stwierdził, że jeśli w naszym zawodzie, ktoś mówi, że coś zrobi na pewno, to albo jest głupi, albo bezczelnie kłamie.

J: To mogłem być ja. Zawsze mówię pacjentom, że jeśli ktoś wam mówi, że na pewno się uda albo na pewno się nie uda, zanim jeszcze zaczął prowadzić terapię, to kłamie. Mnie się też zdarzało odpuszczać pacjentów w sensie, że powiedzieć pacjentowi, że nie widzę dla siebie więcej pola do pracy, bo jeżeli zrobiłem ileś terapii i to nie przyniosło efektu, to nie mam żadnego przekonania, że po kolejnych pięciu ten efekt będzie, więc może idźcie do innego osteopaty, może on zobaczy coś, czego ja nie widziałem, a może wejdzie w inną relację z tym pacjentem i to go otworzy. Niezbadane są wyroki. Nasz kolega mówi, że pacjent z terapeutą tworzy swój mikrokosmos w czasie terapii. Naprawdę jestem przekonany, że czasem jest tak, że czasem wysyłasz pacjenta do kogoś innego i tam nagle jest efekt, i to nie jest dlatego, że ty coś zrobiłeś źle, to jest dlatego, że tam powstała inna relacja i stworzył się inny klimat do tego, żeby zaistniała zmiana.

M: To był po prostu odpowiedni czas i miejsce na to, żeby to się zadziało.

J: To tak w ramach EBM.

D: Chcesz coś powiedzieć Marcel co do tych klatek?

M: Generalnie podpiszę się pod tym, co powiedział Kuba, bo uważam, że pokora to jest generalnie dobry przewodnik w gabinecie i uważam, że sukcesy terapeutyczne koniec końców uczą nas mniej niż porażki, więc ja bym do sukcesów nie przywiązywał takiej długoterminowej wartości i nie budował wyłącznie swojej praktyki na tych sukcesach, ale starał się też wyciągać lekcje z porażek. Broń Boże nie chcę tutaj pesymistycznej otoczki wprowadzić, bo jest efekt wow, jest super zrobiona terapia, pacjent zadowolony, ale koniec końców przyjdzie inny pacjent i ten sukces już wtedy niewiele znaczy. Trzeba zrozumieć nową historię, przejść przez nią z pacjentem i spróbować coś w niej od siebie dać.

D: Można to podsumować zdaniem, że jesteś tak dobry jak twój ostatni pacjent.

J: Tak. Po pierwsze chciałem powiedzieć, że pracując szczególnie z dziećmi i z młodzieżą z wadami postawy, nauczyłem się być bardzo ostrożny w prognozowaniu, jak to będzie dalej, dlatego że przydarzyły mi się już wszystkie scenariusze od tego, że nie szło, do tego, że poszło super na jednej terapii, przez to, że po pierwszej terapii efekt był bardzo słaby, a po tygodniu dziecko wróciło takie, że się spytałem, że po co przyszli, skoro się nie ma do czego przyczepić, przez takie dzieci, które wstają mi ze stołu i są prościutkie, przychodzą za tydzień i znów są krzywe takie jak były, więc udało się osiągnąć superefekt, natomiast brak jego utrzymania. Wszystkie możliwe scenariusze już przerobiłem i wiem, że tylko długofalowo mogę oceniać, czy idziemy w dobrą stronę czy nie. Mówiłeś o pokorze, a ja nie chciałbym uderzać górnolotnie w takie tony, ale myślę, że uczciwość jest bardzo ważna szczególnie tam, gdzie mamy rozbudowany aspekt emocjonalny, czyli tam gdzie pracujesz z dziećmi i masz bardzo mocne przełożenie na rodziców, bo możesz ich bardzo łatwo zastraszyć, i pracując np. w neurologii, gdzie możesz bardzo szybko dać komuś bardzo dużą nadzieję, i często nie mamy podstaw, żeby ją dawać. Znam praktyki zbudowane na przykładzie jednego pacjenta, który miał superpotencjał i super poszedł, i jest to w kółko pokazywane jako przykład, ale to był spektakularny sukces, ale opierał się głównie na tym, że ten pacjent miał duży potencjał, którego większość pacjentów nie ma.

D: Wracając jeszcze do ostrożności w przewidywaniach, o której mówisz. Ile masz już doświadczenia w zawodzie?

J: 13 lat.

D: Po tych 13 latach doświadczenia to jest tak, że po pierwszej terapii w twojej głowie jest już jakieś rokowanie, jak to będzie wyglądać, ale na wszelki wypadek go nie komunikujesz, czy w ogóle nie masz takiego rokowania?

J: Mam, mam coraz częściej, ale go nie komunikuję. Mam tak nie tylko z dziećmi. Czasem tak mam też z pacjentami bólowymi. Ktoś mi schodzi ze stołu i mówi, że nic się nie wydarzyło. Mówię, że spokojnie to jest pierwsza terapia, czynnik czasu jest ważny itd… W głowie mam, że on przyjdzie dużo lepszy za tydzień. Często faktycznie tak jest. Z dziećmi też tak często mam, że wstaje mi prosty ze stołu, ja wtedy mówię, że jest zupełnie inaczej niż 20 minut temu. Zobaczymy, jak będzie za tydzień, na ile trwała jest ta zmiana, ale często w głowie już mam, że za tydzień już nie będzie dobrze, bo widzę, że dzieciak jest tak rozchwiany, że to trochę potrwa, jak nie wprowadzą ćwiczeń ogólnorozwojowych, jak nie zwiększą mu aktywności. To im też komunikuję, ale czasem mam tak, że faktycznie mówię, że w czasie terapii był ewidentny, silny wzorzec, który bardzo mi korespondował z tym ustawieniem ciała, czuję, że on bardzo ładnie puścił, dziecko się ustawiło prosto i wiem, że za tydzień się widzimy ostatni raz.

D: Podsumowując, wraz z doświadczeniem można robić takie założenia, ale dobrze byłoby ich nie komunikować jako pewniki rodzicom i generalnie pacjentom.

J: Ja to traktuję jako moją wisienkę na torcie. Jeśli moje przewidywania się sprawdzą, to mam dziką satysfakcję, że mi się sprawdziły, natomiast ich nie komunikuje. 

D: Dokładnie, więc pokora i uczciwość, natomiast wraz z doświadczeniem budowanie sobie zdolności przewidywania.

J: Miałem ostatnio bardzo ciekawą rozmowę wraz z moim znajomym na temat obserwacji gabinetowych. Uważam, że to była bardzo ciekawa rozmowa, bo rozmawialiśmy o tym, czy zauważamy pewne schematy u pacjentów, że częściej to albo częściej to, albo częściej to. Sam wam mówiłem ostatnio, że mam wrażenie, że zauważam pewien schemat u noworodków, że często w okolicy lewego pola Grynfeltta znajduję napięcie częściej niż gdzie indziej. Uważam, że takie informacje są wartościowe pod warunkiem, jeśli masz bardzo dużo pokory, bo bardzo łatwo z nich stworzyć sobie model. Odkąd powiedziałem wam to na głos, to muszę się mocno pilnować, żeby nie wyszukiwać tego podświadomie na siłę, żeby tego nie znajdywać u każdego i te obserwacje są fajne tak długo, aż nie zrobi ich ktoś, kto ma rozbuchane ego i zrobi z tego model, nazwie go swoim nazwiskiem i sprzeda go na kursie. Widzimy to w kółko.

D: Przychodzą mody na różne modele.

M: Ty kurs z uwalniania lewego pola Grynfeltta robisz?

J: Jutro.

D: Jeżeli jesteście zainteresowani, to jest taki post na blogu na temat pola Grynfellta, więc jest on wstępem do kursu, który stworzymy.

J: Mówię to oficjalnie, jeśli kiedyś zrobimy kurs na temat modelu, to zachęcam wszystkich, żeby opuścili Fizjopassion.

M: Wtedy unfollow.

J: Unfollow i unlike.

D: A propos, zachęcamy do obserwowania nas na wszystkich dostępnych platformach, które już wymienialiśmy wcześniej. Chciałbym zmobilizować wszystkich do klikania „follow” na Spotify, bo słucha nas więcej osób niż nas obserwuje, co mi się nie podoba.

M: Darek ma bardzo duże ambicje względem tego podcastu. Pamiętajcie, że trzeba dać mu zachętę w postaci Waszych subów.

J: Darek chciałby mieć ksywę Joe Rogan.

D: Zdecydowanie nie. Chciałbym, żeby Joe Rogan miał ksywę Darek.

J: Chciałbym, żeby Joe Rogan chciał wystąpić u nas w podcaście.

D: Kiedyś mu wyślę zaproszenie, jak już będziemy tak wielkim podcastem, już nas słuchają na całym świecie, a to jest dopiero trzeci odcinek.

M: Po siódmym odcinku. 

D: Dobrze to zapraszamy na czwarty odcinek.

M: W tym odcinku zajmiemy się pytaniami od Kamila. Być może oboma, być może tylko jednym. Więc temat odcinka prawdopodobnie wypalenie zawodowe w świecie fizjo.

D: Albo EBM w świecie fizjo i osteo.

M: Bardziej osteo.

J: Może przyjmijmy taką zasadę, że jak mówimy o fizjo to mówimy o klasycznym fizjo. Ja uważam, że fizjoterapeuci często zapominają, gdzie kończy się klasyczne fizjo, gdzie zaczynają sięgać do różnych rzeczy, które nie są częścią klasycznej fizjoterapii. Nie ma w tym nic złego, to jest super.

D: Fajnie jest znać granice.

J: Jak my mówimy o fizjoterapii, to mówimy o tym, czym jest klasyczna fizjoterapia wykładana na uczelniach.

D: Kiedyś o tym prawdopodobnie przygotujemy też podcast. Drodzy Słuchacze, mówimy papa!

M: Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

J: Do usłyszenia!

Powiązane artykuły

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *