#2 Wożenie leżanki w tramwaju i bolesne miesiączkowanie

Spis treści

Zadaj pytanie, na które odpowiemy w Kąciku Społecznościowym naszego Podcastu

W TYM ODCINKU

#2 odcinek Fizjopassion na podsłuchu właśnie trafił na wszystkie popularne serwisy streamingowe! 👊

W dzisiejszym odcinku na tapet (!) bierzemy temat bolesnych miesiączek widziany oczami terapeuty. Poza tym odpowiadamy na pytania, które dotarły do nas po pierwszym odcinku, rzucamy kilka wskazówek, jak rozmiękczyć spiętego pacjenta w czasie terapii i przytaczamy parę historii z początków pracy z pacjentami 😁

Nie zrób sobie zaległości i przesłuchaj w najbliższym czasie 👂, bo już za 2 tygodnie wjeżdżamy z kolejnym! 😍

P.S.
Jeśli chcesz w kolejnym epizodzie usłyszeć odpowiedź na nurtujące Cię pytanie, to napisz do nas maila – kontakt@fizjopassion.pl

P.S. 2
Ten odcinek ma już budowę regularnego epizodu i niejako wyznacza kierunek, w którym chcemy zmierzać z naszym podcastem. Będziemy mega wdzięczni, jeśli dasz nam znać, czy taka formuła do Ciebie trafia. 🤔

BEZ ODBIORU!

PODCAST DO OGLĄDANIA

PODCAST DO CZYTANIA

Pierwsza wymiana zdań ze słuchaczami 

D: Dzień dobry słuchacze. Witamy Was na drugim odcinku naszego podcastu Fizjopassion na podsłuchu. Razem ze mną the one and only Marcel Mieszkalski.

M: Witam serdecznie.

D: I jedyny w swoim rodzaju Jakub Durczak.

J: Dzień dobry.

D: Ja się nazywam Dariusz Kowalski i będę prowadził ten podcast. Nie przedłużając dłużej, przechodzimy do tego, jaki był feedback po naszym ostatnim odcinku.

J: Podobno dobry.

M: Do mnie spłynęły same pochlebne komentarze, że nawet zabawni bywamy, więc byłem w szoku.

D: Ja miałem bardzo podobnie, że dobrze się tego słucha, że jest lekko, przyjemnie itd. Jedynie Mateusz napisał do nas wiadomość, że troszkę za duży stosunek bzdur do konkretów na naszym ostatnim podcaście. Musimy spojrzeć prawdzie w oczy, że to był podcast pilotażowy, więc on z założenia miał być o bzdurach.

M: Czyli o nas. 

D: Tak jest. Jeśli ktoś szuka bardzo merytorycznego miejsca, to zapraszamy na nasze webinary. Co ja jeszcze chciałem powiedzieć?

M: Chciałeś powiedzieć, że forma tego podcastu będzie bardzo luźna, bo jak Kuba sam stwierdził dzisiaj w naszej backstage’owej rozmowie, że on powstał jako forma nagrywania naszych rozmów. Będzie się różnił od tych rozmów, które nie były nagrywane głównie tym, że będziemy je nagrywać, będziemy bardziej kulturalni, będziemy troszkę mniej przeklinać.

J: Znaczy Wy. Moja mama jest polonistką, ja nie przeklinam.

D: Bardzo dobrze. Moja mama też była polonistką.

M: Myślę, że mama chętnie wysłuchałaby sample, który nie był nigdzie uwieczniony, ale zostawmy mamę w spokoju. Nie będziemy jej psuć twojego wizerunku. Wracając do tematu formy tego podcastu, Kuba stwierdził, że często mówimy o poważnych tematach, ale mimo to mamy tendencję, żeby trochę mniej poważnie o nich rozmawiać. Nie będzie tutaj kija w tyłku.

J: Tak, ze wszystkiego w życiu można mieć bekę, a z pracy to chyba nawet się powinno.

M: Trzeba mieć dystans.

D: Tak że Mateuszu, jeżeli liczyłeś na to, że ten podcast będzie bardzo merytoryczny, to on w połowie Cię zadowoli, bo w połowie będzie merytoryczny, a w połowie nie do końca. Marcel proszę odczytaj następną wiadomość.

M: Następna wiadomość to chyba jest do ciebie, bo jest o gumie Turbo.

D: Muszę się przyznać do błędu, który popełniłem w poprzednim podcaście. Zapytany o to, czy potrafię naklejać tejpy, powiedziałem, że potrafię naklejać tatuaże z gumy Turbo, a jak Łukasz dobrze zauważył, guma Turbo nie miała tatuaży. Miała jedynie takie…

M: Papierki.

D: Papierki? To źle brzmi.

J: Czemu papierki źle brzmi? Słowo jak każde inne.

D: Papierki się raczej wyrzuca niż zachowuje.

J: Karteczki.

D: Kolekcjonowało się karteczki z samochodami, z ich prędkością maksymalną itd. Następnym razem już postaram się nie popełnić tego błędu.

M: A że ty miałeś tendencję, żeby je sobie przyklejać to już osobny temat.

J: Zostało mu do dziś.

D: Okej, cały czas się dowiaduję nowych rzeczy o sobie na tym podcaście, ale świetnie. Kolejne pytanie od naszego słuchacza Marcina. Kuba może Ty odpowiesz, czy ten poprzedni podcast był sponsorowany przez Marcina Szkolnickiego? Rzeczywiście dużo o nim mówiliśmy.

J: Tak, Marcin Szkolnicki dostał faktury od każdego z nas za ten podcast i czekamy. Sprawdzałem dzisiaj rano historię konta i nic nie ma.

M: U mnie to samo. 

D: Też nie dostałem.

M: Damy znać w kolejnych odcinkach jak z realizacją tych faktur. 

J: To jest dziwne, bo Szkolnik zawsze płaci w terminie.

Czy sekcje anatomiczne są niezbędnym elementem w edukacji anatomicznej? Czy faktycznie musimy robić kursy sekcyjne, żeby w pełni odnieść się do budowy naszego ciała? Czy jesteśmy w stanie tę wiedzę posiąść na bazie podręczników i obrazków w atlasach?

D: Mam krótką odpowiedź. Niezbędne nie jest, a zaraz będziemy rozwijać temat.

J: Niezbędne nie jest. Szczególnie, że jest to ciężko dostępny temat. Ciężko zrobić kurs sekcyjny, szczególnie w Polsce. Na bazie tego pytania mam taką radę do wszystkich terapeutów, szczególnie do tych, którzy zaczynają swoją drogę, żeby sobie nie robić takiego stresu, że czegoś tam nie umiem lub muszę najpierw zrobić taki i taki kurs, i tego, i tego się nauczyć, żeby zacząć pracować, bo naszego zawodu nie da się nauczyć do końca. Zgłębianie anatomii, fizjologii, embriologii i wzajemnych relacji między tymi podstawowymi naukami to jest zadanie na całe życie. Kursy sekcyjne są bardzo fajnym, rozwijającym elementem, ale nie są niezbędnym, a już na pewno nie jest tak, że nie mogę zacząć pracować, bo nie byłem na sekcji. Ja jak zacząłem pracować, to umiałem masaż klasyczny i uważam, że dobrze zrobiłem, że zacząłem masować.

D: A propos tego uczenia się całe życie to pamiętam, jak Frank Willard – anatom z amerykańskiej szkoły, nie pamiętam której, wyszedł na wykład z anatomii i to jest gość, który od około 60 lat zajmuje się anatomią, wyszedł na mównicę i mówi, że anatomię zna może w 60%, a on zajmuje się wyłącznie anatomią. My mamy do ogarnięcia jeszcze fizjologię, histologię, same techniki, więc nie ma co sobie robić pod górkę, że trzeba się nauczyć wszystkiego zanim dotknę pacjenta.

M: Myślę, że anatomia w wydaniu terapeutycznym powinna być przedstawiana w sposób praktyczny, czyli w taki, z którego jesteśmy w stanie coś wyciągnąć. Czy sekcja jest taką formą? Uważam osobiście, że tak, bo sekcja daje nam możliwość zweryfikowania tej wiedzy, którą do tej pory zbudowaliśmy i daje nam możliwość zmierzenia się z tym, że to nie do końca wygląda tak, jak w książkach. Natomiast to jest element pewnego procesu i osobiście uważam, że możliwość zmierzenia się z preparatem jest bardzo rozwijająca i otwierająca głowę. 

J: Myślę, że nie ma jednej jedynej słusznej drogi, bo każdy z nas pracuje troszkę inaczej i myślę, że nasza praca jest bardzo subiektywną pracą i w zależności od tego w czym się czujesz mocniej, to będziesz bardziej odnosił problemy swoich pacjentów do tego. Jak ktoś ma bardzo dużą wiedzę fizjologiczną, to będzie bardziej pracował na bazie fizjologii. Jak ktoś ma bardzo dużą wiedzę anatomiczną, to będzie się odnosił do anatomii. To nie jest tak, że któreś z tych podejść jest lepsze.

D: Tak naprawdę trzeba to dobrać do odpowiedniego przypadku. Im większy masz wachlarz możliwości, tym więcej ludzi możesz zaopatrzyć w dobrą terapię.

J: Są też takie okresy w życiu każdego terapeuty, kiedy np. dochodzi do wniosków, że jakbym więcej rozumiał z fizjologii, to bym sobie te i te problemy mógł lepiej wytłumaczyć, i lepiej sobie z nimi poradzić, i na jakiś czas się fiksujesz bardziej na fizjologii, a potem znowu wracasz do anatomii. Potem znowu masz okres embriologiczny. Koniec końców wychodzi z tego jakaś fajna całość.

D: Wracając bardziej do tego pytania, czy anatomia sekcyjna to jest coś, co trzeba robić, to tak jak mówiłem wcześniej, nie trzeba, ale rzeczywiście buduje to troszkę większe poczucie rzeczywistości.

J: Buduje świadomość anatomiczną.

D: Ty to zawsze potrafisz wszystko ładnie nazwać.

J: Bo moja mama jest polonistką.

M: Pozdrowienia dla mamy Kuby.

D: Ta świadomość anatomiczna dla mnie na samym starcie, jak tylko zacząłem pierwsze zajęcia sekcyjne, to to zderzenie z rzeczywistością, że tkanki łącznej jest dużo więcej niż widać to w atlasach, bo żeby pokazać w atlasie jakąś daną strukturę, to całą tkankę łączna trzeba, mówiąc kolokwialnie, stamtąd wypieprzyć, bo inaczej nie będzie nic widać. To było dla mnie coś dużego. Opowiem jeszcze anegdotę na temat torebki stawu kolanowego, który kiedy chciałem wypreparować na jednej z pierwszych sekcji. Pod koniec dnia, jak już wszystkie mięśnie zostały stamtąd usunięte, stwierdziłem, że zabieram się teraz za torebkę. Miałem problem techniczny, gdzie mam właściwie przyłożyć skalpel, żeby nie uciąć tej torebki w jej środku. W atlasach anatomicznych mamy to ładnie narysowane, ale w rzeczywistości jest dużo bardziej rozmyte.

M: Myślę, że to jest dobre słowo. Sekcja jest miejscem, w którym poznajemy struktury anatomiczne w szerszym kontekście. Mam wrażenie, że widzimy tę faktyczną ciągłość i to co dla mnie jest ważne pod kątem sekcji, to to że ona dała mi świadomość anatomiczną nawiązując do Kuby, że obrazki w atlasach są pewną formą interpretacji autora tych obrazków. W rzeczywistości podczas sekcji wygląda to zupełnie inaczej. Struktury, które wizualizowałem sobie w taki czy inny sposób wyglądają inaczej, co więcej na każdym preparacie, z którym miałem styczność do tej pory, jeżeli te preparaty dotyczyły tego samego obszaru ciała, to w każdym preparacie była kwestia cech indywidualnych dla tego preparatu.

J: Jeśli zrozumiemy, jak np. dochodzi do powstania więzadła, to wtedy rozumiemy, że w pewnym sensie wypreparowanie tego więzadła, tak jak powiedziałeś o torebce stawowej, gdzie ją odciąć i w końcu musiałeś podjąć subiektywną decyzję, gdzie ją zacznę, jak będzie wyglądał mój preparat. Jeżeli widzisz obrazek w książce, to powinieneś mieć świadomość, że to jest podwójnie przefiltrowane. Najpierw ktoś podjął subiektywną decyzję, co on chce wypreparować, a potem jeszcze rysownik zrobił swoją interpretację, przelewając to na rysunek. To zostało podwójnie przefiltrowane, zanim je dostałeś.

M: Kiedyś było tak, że atlasy anatomiczne były rysowane przez artystów, czyli artyści rysowali to co widzieli, a nie rysowali czegoś, co chcieli w ramach tego obrazka pokazać. 

D: W sensie artyści, którzy nie mają wiedzy anatomicznej, po prostu patrzą na jakiś obiekt i rysują go tak, jak go widzą.

M: Później pojawił się taki trend w anatomii, że obrazy były rysowane przez anatomów lub były zlecane przez anatomów i oni sugerowali, że oni chcieliby pokazać to i to w taki, a nie inny sposób. Nie wiem czy wiecie, ale wiele książek i atlasów Nettera powstało na takiej bazie. One były na początku książkami z ładnymi obrazkami, wręczanymi lekarzom za to, że leki się dobrze sprzedają.

D: Co do atlasu Nettera, to uważam, że atlas to jest za duże słowo na ten atlas. To jest zbiór obrazków, ale to jest naprawdę pomocne, jeżeli nie mamy żadnego pojęcia o danym obszarze, to są ekstra rozrysowane schematy. Słowo atlas zawsze mi się kojarzy z oddaniem rzeczywistości i do tego są już lepsze lub gorsze inne atlasy.

M: Korzystajcie z wielu atlasów. Nie koncentrujcie się na jednym wydaniu. Pełniejsze będzie nasze spojrzenie na temat. Jednym z takich bodźców, ważnym w naszym odczuciu, jest sekcja, więc fajny element, który wzbogaca naszą wiedzę anatomiczną, ale broń Boże nie jest on konieczny.

D: Czyli warto, ale niekoniecznie.

M: Mamy nadzieję Marzeno, że wysłuchałaś drugiego odcinka i to odpowiedziało na Twoje pytanie. Troszkę się rozgadaliśmy.

Czy pójście w kierunku studiów osteopatycznych, jako wybór „pierwszego kursu” (czyli nie mam żadnych narzędzi do tej pory, nie skończyłam żadnego kursu i wybieram studia osteopatyczne, jako pierwszą przygodę edukacyjną) to jest dobry kierunek?

D: Ja to powiem może ostatni, bo mam dokładnie takie doświadczenia, więc się nimi podzielę.

J: Znowu bym powiedział, że nie ma jednej słusznej drogi i musisz się zastanowić, z czym się dobrze czujesz, bo wychodząc po studiach fizjoterapeutycznych, masz jakieś narzędzia. Z tego co wiem, teraz ludzie mają trochę więcej narzędzi, niż wtedy, kiedy ja kończyłem te studia. Moim narzędziem pracy był masaż klasyczny, ale istotne jest to, żeby pracować, żeby nabijać rękę, żeby nabierać doświadczenia manualnego w dotykaniu ludzkiego ciała. Pamiętam, że sobie kupiłem stół. Mama mi kupiła.

M: Będzie pytanie do tego odcinka, czy był sponsorowany przez mamę Kuby.

J: Naprawdę mama mi kupiła stół składany do masażu i woziłem go Peugeotem 205, w którym otwierały się jedne drzwi, wkładanie i wyciąganie tego stołu z auta było wyzwaniem.

M: Swój woziłem tramwajem na początku swojej przygody i ludzie pytali, czy zwłoki przewożę w tym worku.

D: Prostokątne zwłoki?

M: Myśleli chyba, że od razu w trumnie przewożę.

J: Jak jeździłem po domach, to parę razy mi się zdarzyło, że ktoś mnie zapytał, co to jest. Odpowiadałem, że laptop. 

D: To musiał być potężny laptop.

M: Biorąc pod uwagę zamierzchłość czasów, kiedy Kuba zaczynał, to może jeszcze były takie laptopy.

J: Wracając do tematu, to jeździłem po znajomych i robiłem im masaże po 20zł, żeby benzyna się zwróciła. Uważam, że jeżeli ktoś robi tylko masaż i zaczyna studiować osteopatię, to do tego masażu będzie tak długo dokładał kolejne elementy, aż w którymś momencie od tego masażu odejdzie. Czy Twoim narzędziem jest na początek masaż klasyczny lub terapie punktów spustowych, czy formy mobilizacji z ruchem, bo takie kursy często się robi na początku, to myślę, że to nie ma większego znaczenia. Ważne, żeby mieć dostęp do pacjentów i żeby ten warsztat rozbudowywać, i na bieżąco samo z siebie wychodzi, co z tego warsztatu wyrzucę, a co zostawię. Możesz zostać przy masowaniu, ale zmienić świadomość tego, co robisz przez studia osteopatyczne. Nie trzeba dokładać dodatkowych narzędzi tylko po prostu zmienić swoje rozumowanie kliniczne, to też jest okej.

D: Ja poszedłem zaraz po licencjacie na osteopatię i zacząłem pracować dwa lata po tym, jak już tę osteopatię robiłem. Pod tym kątem co mówisz, jeżeli ma się warsztat wcześniej, na który można się cofnąć, jeżeli coś nie idzie, to jest super zabezpieczenie. Na początku miałem duży problem z tym, że nauczyłem się pewnych rzeczy, których nie trenowałem w realnych warunkach, a potem przychodziło co do czego i okazywało się, że nie każda terapia pomaga i zostawałem z tym, że nie mam alternatywy. Musiałem sobie rzeźbić. Z drugiej strony, to mnie zmusiło do tego, że to mnie zmusiło do tego, żeby się nauczyć osteopatycznego warsztatu w szybszym tempie. Wszystko ma swoje plusy i minusy.

M: Zaznaczę tylko, że biorąc pod uwagę to, że kształcenie osteopatyczne odbywa się miesiąc w miesiąc i jeżeli nie mam możliwości weryfikowania tych narzędzi, które utrzymuje, to po prostu gdzieś ucieka. Trzeba będzie do tego wrócić i naprawdę do tego przysiąść, żeby móc później to przenieść na realną pracę z pacjentem. W sytuacji kiedy masz systematyczny kontakt z pacjentem, przyjeżdżasz ze zjazdu, zaczynasz wdrażać te narzędzia i to przychodzi bardziej naturalnie.

J: Myślę, że jeśli ktoś ma parcie, żeby się szybko zacząć uczyć, a jeszcze nie ma kontaktu z pacjentem, to powinien to zrobić. Jeśli masz taką potrzebę i chęć, to zrób to, tylko zapewnij sobie pacjentów. Nie trzeba  pracować w przychodni ani nie trzeba mieć gabinetu, żeby mieć kontakt z pacjentami. Po prostu będziesz miał najlepiej wymasowanych przyjaciół i rodzinę na świecie. Będą już przed Tobą uciekać, ale zawsze się znajdą ludzie dookoła, z którymi można popracować.

D: Więc da się to zrobić, można iść spokojnie po studiach fizjoterapii na osteopatię bezpośrednio, ale wiąże się to z pewnymi ograniczeniami.

J: Wszystko ma swoje plusy i minusy.

D: Mamy nadzieję Natalia, że masz teraz pełniejszy obraz tego, jak to rzeczywiście wygląda. Zamykając kącik społecznościowy, możecie nas znaleźć na różnych, dziwnych portalach społecznościowych. Jesteśmy na Facebooku i Instagramie pod tytułem Fizjopassion. Jesteśmy na SoundCloud, Spotify, Apple Podcasts. Tam jesteśmy Fizjopassion na podsłuchu. Oczywiście wpadajcie na naszą stronę fizjopassion.pl, na bloga, poczytać sobie różne, dziwne ciekawostki i rzeczy poważne.

J: Na blogu jest już bez off-topiców.

M: Pamiętajcie, że wszystkie pytania, które macie i które moglibyśmy poruszyć w tym kąciku społecznościowym, możecie słać na kontakt@fizjopassion.pl. Jeżeli będziemy w stanie się do nich odnieść, to będziemy na nie odpowiadać w kolejnych odcinkach.

D: Chciałbym zaznaczyć, że ten podcast nagrywamy wcześniej niż zwykle byśmy to robili, to jeżeli nie usłyszeliście odpowiedzi na swoje pytanie na tym podcaście, to nadrobimy na kolejnym.

O spiętych pacjentach

M: Czas na trochę praktyki, czyli czas na to, żebyśmy weszli do naszych gabinetów, więc teraz druga część naszego podcastu, czyli kącik gabinetowy. W tej części omawiamy ciekawe przypadki z naszych gabinetów i na dzisiejszy odcinek mamy przygotowane…

J: Każdy po trzy.

M: …dwa przypadki. Jeden z gabinetu Darka, a jeden z mojego gabinetu i to wcale nie oznacza, że Kuba ma nieciekawych pacjentów, po prostu nie chcemy, żeby te odcinki trwały 7 godzin. Zaczniemy może, Darek, od twojego pacjenta. Przybliż nam historię Pana Mieczysława.

J: Zbieżność imion jest przypadkowa.

D: Drodzy słuchacze, na pewno kojarzycie ze swoich gabinetów takich pacjentów, którzy, jak bierzecie jego rękę, nogę, głowę w ręce i mówicie mu „rozluźnij się”, to on się jeszcze bardziej spina, tak totalnie za każdym zwrotem „rozluźnij się” on jest jeszcze bardziej spięty. Wiadomo, że z takim pacjentem trudno jest cokolwiek zrobić, bo ani mobilizacji porządnej się nie zrobi, ani nie zrobimy pracy z tkankami miękkimi, ani porządnej inhibicji, więc jest to problem. Czy wy też czasem macie takie problemy?

M: Z co drugim pacjentem.

J: Ja uwielbiam plastycznych pacjentów. Podnosisz ich rękę do góry, mówisz „proszę się rozluźnić”, pacjent mówi „ale jestem luźny”, puszczasz ją i ona zostaje w miejscu gdzie była.

D: Dokładnie o tym mówię, ale teraz trafił mi się taki hardcorowy przypadek Pana Mieczysława, który leżał na leżance, głowę miał podpartą na leżance i widzę, że MOS-ami trzyma głowę, która leży na leżance, generalnie hardcore. Macie tipy jak można sobie poradzić z takimi pacjentami? Bo słowo ,,rozluźnij” nie działa.

J: W ogóle to należy przestać go używać moim zdaniem.

D: Mam dwa tipy i jeden, który odkryłem właśnie przy Panu Mieczysławie, który zadziałał super, więc najpierw słucham waszych pomysłów.

J: Ja zaczynam sobie wtedy pracować technikami, które w żaden sposób nie angażują pacjenta.

D: Bierzesz sobie np. rękę pacjenta.

J: To nie biorę ręki, to np. biorę głowę.

D: Czyli zaczynasz od czegoś innego.

J: Wprowadzam relaksację, która kompletnie nie angażuje pacjenta. W dodatku on nie wie, co ja robię, w związku z czym mam nadzieję, że przestaje myśleć o tym, co ma robić.

M: Mam takie przemyślenie odnośnie do takich pacjentów, że my powinniśmy troszkę się zastanowić nad tym, dlaczego ten pacjent przy każdej próbie kontaktu reaguje tak wygórowanym napięciem. Czy to jest problem tego, że ten pacjent w ogóle nie ma świadomości swojego ciała? Czy to jest może problem tego, że nasz bodziec, który angażujemy w tę pracę jest na tyle stymulujący dla jego układu nerwowego, że rodzi się w związku z tym taka, a nie inna odpowiedź? Dla mnie to jest o tyle zastanawiające, że zadaję sobie zawsze pytanie, czy ja powinienem się u tego pacjenta skupiać na jakimś konkretnym problemie takim bardziej specyficznym, mniej lub bardziej związanym z symptomem, który pacjent dla mnie zgłasza, czy może powinienem pójść w kierunku bardziej uogólnionej pracy, troszkę stonizowania układu nerwowego pacjenta i takiej nauki świadomości swojego ciała już na poziomie gabinetu. Nie zostawiam pacjenta z zadaniem domowym, gdzie on ma uczyć się tego sam, tylko zaczynam wprowadzać elementy aktywnej pracy z jego strony.

D: Co masz na myśli?

M: Zaczynam często taką reedukację od oddechu, czyli pracując z jakimś obszarem ciała, który chciałbym rozluźnić, który chciałbym uświadomić pacjentowi. Proszę go, żeby skierował swój oddech w daną okolicę. Wiadomo, że ciężko będzie powiedzieć pacjentowi, żeby skierował swój oddech w okolicę nadgarstka, ale jeżeli pracując w kontekście nadgarstka zaczniemy od pracy z obręczą kończyny górnej, damy pacjentowi jakąś stymulację oddechową w ten obszar, to być może łatwiej mu będzie później w pracy czysto na poziomie kończyny zrelaksować się i to napięcie odpuścić.

D: Mam dwa takie przyziemne tipy, które z niektórymi pacjentami potrafią zadziałać. Jeden to jest zwiększenie powierzchni kontaktu z daną kończyną lub głową. Jeżeli mamy taki kontakt punktowy, to pacjent czuje nasze napięcie i on też się spina. Spokojnie można podeprzeć go całą ręką, czy nawet całym ciałem. To potrafi ludzi zmiękczyć. Druga rzecz, którą zauważyłem, jeśli chodzi o werbalny komunikat, to jeżeli powiesz niektórym pacjentom „proszę omdleć”, to niektórzy to kumają. „Rozluźnij się” nie działa, a „proszę omdleć” potrafi zadziałać. Na Pana Mieczysława to nie zadziałało. To był Pan z ostrą rwą barkową, więc musiałem mu tę szyję rozluźnić i za nic nie dało się tego zrobić i już tak kombinowałem, i Pan Mieczysław mi zmiękł w rękach dopiero wtedy, kiedy dałem mu sporo kompresji na głowę w kierunku osiowym.

M: To jest super tip, bo generalnie kompresja często kojarzy nam się z czymś negatywnym. Mamy taki stereotyp, że jak mamy pacjenta z problemem korzeniowym, to trakcja jest dobra na wszystko. Musimy mieć świadomość, że pewne struktury w naszym organizmie rozwijają się i funkcjonują później, jako wykształcone struktury w bardzo dużej relacji do sił kompresyjnych. One wręcz tych sił kompresyjnych potrzebują. Często ta kompresja będzie elementem zakotwiczenia w tkankach pacjenta, która to kompresja pozwoli układowi nerwowemu na podjęcie takiej decyzji, czyli ta kompresja spowodowała, że tu jest trochę bardziej spójnie, bardziej zwarto i mogę odpuścić napięcie w tej okolicy, bo pojawił się zewnętrzny bodziec, który zabezpiecza tę okolicę. W ten sposób lubię o tym myśleć.

J: Myślę, że warto pamiętać, żeby nie walczyć z pacjentem, bo to nie pójdzie w dobrą stronę, jak będziesz mówił „ale Pan nie jest luźny, Pan się nie rozluźnił”. Warto powiedzieć „dobra, proszę sobie po prostu leżeć, a ja będę pracował i zrobię to trochę inaczej”. Budujesz też swój wizerunek jako kogoś, kto sobie z tą sytuacją poradzi i wtedy warto nie wchodzić w jakiekolwiek formy terapii, które angażują tego pacjenta, przynajmniej na początku. Niech on sobie leży, niech poczuje, że zaczynasz coś z nim robić i z czasem to prawdopodobnie puści.

M: Mam jeszcze dwa zdania ku przestrodze. Jeżeli macie takiego pacjenta, u którego ciężko jest wypracować to rozluźnienie, to znowu pomyślmy o tym z tej perspektywy, że to napięcie jest po coś, że pacjent buduje takie uogólnione napięcie, bo jego problem jest naprawdę poważny. To nie jest kwestia, że rozluźnimy ten lub tamten mięsień, tylko to jest tak duży problem, że reakcja napięciowa ciała jest bardzo mocno uogólniona i każdy bodziec, który staramy się zaangażować w ramach terapii jest dla układu nerwowego tego pacjenta stresorem, dlatego to napięcie obronne się pojawia.

D: Flagowym przykładem jest chyba złamanie zęba obrotnika. Nie miałem takiego pacjenta, ale z reguły przedstawia się to w taki sposób, że pacjent przychodzi i nie rusza głową w żadną stronę, i broń Boże nie chce ruszyć. Jeżeli macie takiego pacjenta, to warto go odesłać na prześwietlenie.

J: Jeżeli pracujesz z pacjentem, który jest mega napięty cały, to warto się zastanowić, ile chcę z nim zrobić szczególnie na pierwszej terapii. Jak takiego pacjenta, który jest cały napięty i to u niego trwa dłuższy okres czasu, to po takim globalnym rozluźnieniu reakcje pozabiegowe mogą być różne, jak cały organizm nagle ruszy. Czasem mniej znaczy więcej w terapii.

M: Ściąganie tych kompensacji na pewno nie może się odbyć na zasadzie rozplątania całego napięcia, tylko napięcie trzeba ściągać warstwa po warstwie, lubię to porównywać do cebuli. Z tą świadomością, że jeżeli uwolnimy pewne napięcia w ciele pacjenta w danej strefie, to mogą nam się zobrazować te napięcia, których wcześniej nie było widać i one mogą się pojawić w zupełnie innych obszarach ciała. Zawsze miejmy świadomość, że to stopniowe uwalnianie napięć w ciele pacjenta powinno się odbywać z perspektywy całego ciała, czyli w szerszym kontekście, a nie na zasadzie, że na każdej wizycie staramy się atakować ten sam obszar i ten trapezius, który ostatnio rozluźniłem, a on jest znowu napięty, to dzisiaj i za tydzień znowu go rozluźnię, i tak do momentu aż on w końcu stwierdzi, że tyle mnie już rozluźniają, to się rozluźnię, bo to już się zazwyczaj nie dzieje.

J: Myślę, że do „mniej znaczy więcej” trzeba dojrzeć.

M: Pokora.

J: Bo często młodzi terapeuci mają takie przeświadczenie, że na terapii z pacjentami muszą zrobić wszystko, bo jak tego nie zrobią, to to będzie źle odebrane.

M: Sami sobie tworzymy taką zbędną presję, że wszystkie problemy musimy rozwiązywać na pierwszej wizycie i to jest najlepsza forma terapii. Cały czas robimy kolejne kursy, szkolenia po to, żeby znaleźć takie narzędzia, które nam pozwolą wszystkich naszych pacjentów na pierwszej wizycie naprawić.

J: To są takie hity, jak walcowanie przez całą godzinę ostrego pacjenta. Jak ktoś pracuje godzinę z ostrym pacjentem, to musi go walcować, bo coś przez tę godzinę trzeba robić. Jak sami wiecie, często jest tak, że z ostrym pacjentem się pracuje 7 minut, bo lepiej mu więcej nie robić. Trzeba go lekko ruszyć i powiedzieć, żeby przyszedł na następny dzień. Nie jestem fanem robienia terapii dzień po dniu, tak czasem są tacy ostrzy pacjenci, którzy uważam, że jakby mieli terapię dwa razy dziennie zrobioną lub trzy razy dziennie, ale po 5 minut, to byłoby najlepiej.

D: Myślę, że wypowiedzieliśmy się w temacie spiętych pacjentów i Pana Mieczysława. Kilka tipów poszło.

M: Skorzystaj, może będzie z korzyścią dla Pana Mieczysława. Abstrahując, poszło z Panem Mieczysławem?

D: Tak, ta kompresja. Pierwszy raz jej spróbowałem i to zrobiło robotę. Kuba, czy chcesz coś jeszcze w tym temacie, czy jakiś off-topic?

Do fizjoterapeuty z arytmią?

J: Chciałem Marcela zapytać, jak ma na imię jego Pan?

M: Mój Pan ma na imię Bartosz i Pan Bartosz jest pacjentem, który zgłosił się do mnie z ciekawym problemem, bo rzadko się zdarza, żeby pacjenci zgłaszali się nie tyle z perspektywy bólowej, tylko z perspektywy innego zaburzenia. Często jest tak, że pacjent przychodzi boli mnie to, ale przy okazji mam jeszcze to, to, to, to i to… Ten pacjent przyszedł z bardzo konkretnym problemem i przyszedł do mnie z problemem arytmii. On był już troszkę uświadomiony w kontekście tego, że arytmia nie musi być pochodzenia kardiologicznego, bo czytał na blogu najsławniejszy post. Napisałem post o wzdęciach i ich korelacji z arytmią serca.

D: Przepraszam, ale muszę teraz się wtrącić. Przyszła do mnie kiedyś pacjentka, która powiedziała, że przeczytała na blogu Pana Marcela Mieszkalskiego właśnie takie coś i czy ja mogę ją zbadać, czy tak rzeczywiście jest. Tak że trafiające posty dla pacjentów.

J: Powiedziałeś, że możesz, czy nie?

D: Powiedziałem, że zobaczymy.

J: Że zobaczymy, czy możesz ją zbadać?

D: Nie, że zobaczymy, co nam z tego wyjdzie. Natomiast u niej to nie był taki przypadek.

M: Jasne. Więc Pan Bartosz przyszedł z arytmią i przywołuję tego pacjenta nie dlatego, żeby mówić Wam, jak prowadzić postępowanie z takimi pacjentami, ale mówię o tym, żebyśmy mieli świadomość tego, że często jest taka tendencja w świecie medycyny, że jeżeli pojawia się jakiś symptom, to my szufladkujemy tego pacjenta z perspektywy tego symptomu. Jeżeli symptomem jest arytmia serca, to pierwszą kwestią, o której pomyślimy i w którą już wsadzimy bardzo mocno pacjenta jest kardiologia, czyli ten pacjent na pewno ma problemy sercowe i idziemy w tym kierunku.

D: Umówmy się, że to jest dobry pomysł, żeby najpierw pomyśleć o takich problemach.

J: Żeby nikt tego nie odebrał tak, że jak przychodzi pacjent i mówi, że ma arytmię i nie był u kardiologa, a Ty mu mówisz, że to dobrze, bo ja to Panu załatwię. To nie w tę stronę. Najpierw proszę iść do kardiologa, a potem do mnie.

M: Tutaj z historii chorobowej pacjenta i z wywiadu musicie wyłapać kwestię, gdzie tego pacjenta dalej pokierować. Natomiast to był pacjent po szeroko zakrojonej diagnostyce i w ramach diagnostyki wyszły tematy z problemami żołądkowo-przełykowymi zarówno z zakresie pH-metrii, gastroskopii i w ramach bardziej specyficznych testów okazało się, że mamy przepuklinę rozworu przełykowego, która dość mocno korelowała z symptomami tego pacjenta, czyli konkretne pozycje, które nasilały obciążenie przejścia żołądkowo-przełykowego, zwiększały ciśnienie w tym obszarze wpływały na to, że objawy u tego pacjenta się nasilały i objawy nie były czysto z układu pokarmowego, czyli ten pacjent nie miał problemu z tytułu refluksu, pieczenia zamostkowego. Tym objawem charakterystycznym w tej sytuacji była pojawiająca się arytmia. Ten pacjent jest o tyle fajnym przykładem, że pokazuje nam, że jeżeli uczymy się anatomii nie w kontekście nauczenia się, że dana struktura przebiega odtąd dotąd i mam wrażenie, że znam anatomię, bo nauczyłem się tej struktury i znam ich coraz więcej, tylko tę strukturę, której się nauczyłem, muszę umieścić w szerszym kontekście. Muszę znać jej relacje z sąsiadami po to, żeby zrozumieć, w jaki sposób zaburzenia napięciowe lub czynnościowe w tym obszarze mogą wpływać na funkcjonowanie innych systemów. Te zaburzenia napięciowe w rejonie przejścia żołądkowo-przełykowego, problemy z dysbalansem napięciowym na poziomie przepony, bardzo mocno wpływały na symptom związany z arytmią i po zbadaniu tego pacjenta, jak określiłem sobie takie kluczowe strefy, z którymi warto byłoby z nimi u tego pacjenta popracować, to faktycznie była to okolica odcinka piersiowego i przepony. To pozwoliło na wyeliminowanie tego symptomu, gdzie problem występował od kilku lat i diagnozowany, i mimo że ta diagnoza była postawiona dość szybko, to nie było narzędzia, które pozwalało z tą diagnozą sobie poradzić z perspektywy leczenia.

J: Ja mam do tego krótkiego wykładu dwa off-topiki. Pierwszy jest taki, że a propos relacji z sąsiadami, to chciałbym pozdrowić moich sąsiadów, bo mam dobre relacje z moimi sąsiadami. Drugi off-topic jest taki, że jak powiedziałeś, że jest większość pacjentów bólowych i zdarzają się pacjenci z innymi problemami, to mnie na maksa cieszy to, że świadomość w społeczeństwie rośnie i coraz częściej przychodzą pacjenci, którzy mają problem inny niż bólowy. Przed chwilą dzwonił Pan umówić dziecko z jakimiś problemami jelitowymi. Nie wiem jeszcze jakimi, to sobie zgłębimy na wizycie. Mało tego, trafiają pacjenci od lekarzy. Mam pacjentów, którzy przychodzą do mnie z polecenia laryngologa. To jest naprawdę fajna sytuacja.

M: Myślę, że za tą świadomością idzie też pewna odpowiedzialność. Z jednej strony nie chcę, żebyście odebrali przykład tego pacjenta jako jednotorowe myślenie, że pacjenci z arytmią, to pacjenci, którzy mają tę arytmię zazwyczaj ze względu na to, że mają problemy wisceralne, tylko chciałbym, żebyście mieli świadomość, że jeżeli wchodzicie w coraz głębsze tematy, jeśli chodzi o historię medyczną pacjenta, to niesie to za sobą tę odpowiedzialność, że musimy mieć świadomość z czym powinniśmy różnicować w ramach naszej diagnostyki tego typu problemy. Mam wykluczone problemy kardiologiczne, mam wykluczone organiczne problemy, które mogą wpływać  na taką, a nie inną sytuację i jeżeli znajduję w swoim badaniu elementy, które z perspektywy anatomii i fizjologii mogą z tym problemem klinicznym pacjenta w jakiś sposób korelować, to to jest dla mnie droga do tego, żeby z problemem takiego pacjenta popracować.

D: A co do tego twojego pacjenta, bo nie będziemy omawiać wszystkich mechanizmów, które mogą powodować arytmię przy takich zaburzeniach, ale po terapii tego pacjenta masz pomysł, co u niego w skrócie było takim mechanizmem?

M: Myślę, że przede wszystkim bardzo kiepska ruchomość na poziomie odcinka piersiowego i tutaj mam taką obserwację, że w kontekście odcinka piersiowego często pod kątem ćwiczeń pracujemy nad tym, żeby uruchamiać ruchy rotacyjne w klatce piersiowej. Chciałbym zwrócić tutaj uwagę na to, że te ruchy rotacyjne nie uruchomią się najlepiej, jeżeli ruchomość zgięciowo-wyprostna nie jest w pierwszej kolejności zaopatrzona. Jeżeli macie pacjenta z bardzo mocno wypłaszczoną lub pogłębioną kifozą piersiową, to ruchy rotacyjne wtórnie są ograniczone ze względu na kształt i mechanikę tej krzywizny kręgosłupa. Tutaj te napięcia, które przepracowaliśmy sobie w odcinku piersiowym dałby naprawdę sporo w kontekście poprawy ruchomości samej klatki i żeber. Myślę, że dało to sporo swobody przeponie, która była w stanie lepiej się dostosować do wzorca oddechowego tego pacjenta, który też chcieliśmy poprawić. To, jako całość, dało efekt w postaci tego, że połączenie żołądkowo-przełykowe nie było tym napięciem, wzmożonym ciśnieniem w tej strefie cały czas drażnione.

D: Okej, to co przechodzimy do kolejnego działu?

M: Myślę, że tak.

O pacjentkach z bolesnymi miesiączkami

D: Witamy teraz w naszym dziale pt.: „temat odcinka”. Dzisiejszy temat zaproponował Marcel, więc głównie to on będzie prowadził przebieg tej dyskusji. Tematem dzisiejszego odcinka są bolesne miesiączki.

J: Jak w poprzednim dziale mówiłeś, to już się chciałem odnieść do tematu odcinka, bo sobie pomyślałem, że jak przychodzi pacjentka z bolesnymi miesiączkami i one trwają od kilku miesięcy, to zanim zaczniemy z nią pracować, to pierwsze pytanie powinno brzmieć „czy była u ginekologa?”. To jest kolejność, którą powinniśmy zachować. Powinniśmy wykluczyć problemy ginekologiczne. Jeśli ginekolog mówi, że tam jest czysto, to wtedy jest dużo większe prawdopodobieństwo, że to jest praca dla nas.

D: Że jest to jakieś funkcjonalne zaburzenie. Swoją drogą czytając o bolesnych miesiączkach takich ogólnych informacji przed tym podcastem, trafiłem na to, że 75% kobiet w okresie do pierwszej ciąży cierpi na problemy z bolesnymi miesiączkami.

M: Właśnie, poruszyliście tutaj we dwójkę dwa ważne aspekty, o których na pewno w tym naszym temacie odcinka będę chciał porozmawiać i pierwszy z nich dotyczy tego, co powiedział Kuba, czyli w ramach problemów z bolesnym miesiączkowaniem musimy na samym początku podzielić te problemy na pierwotne i wtórne. Oznacza to dla nas mniej więcej tyle, że problemy pierwotne, to są problemy, w których nie odnajdujemy w badaniach żadnych organicznych przyczyn w obrębie narządów rozrodczych kobiety, czyli nie mamy żadnych tematów związanych z endometriozą, zespołem policystycznych jajników. Nie ma zmian organicznych, które mogłyby predysponować takie dolegliwości.

D: Żadnych zrostów itd…

M: To będą pierwotne problemy związane z bolesnymi miesiączkami. Problemy wtórne to są problemy związane z jakąś patologią, np. w postaci endometriozy. Zupełnie inaczej będę myślał o bolesnych miesiączkach u pacjentki, u której zmiany endometrialne już wystąpiły, a zupełnie inaczej u pacjentki, u której tych zmian nie ma. Drugi temat, o którym wspomniał Darek, to częstotliwość występowania tych dolegliwości. Faktycznie szacuje się, że między 50% a 75% kobiet zmaga się z tym problemem. Występowanie tych dolegliwości jest bardzo zmienne. Nie można tej grupy w jednoznaczny sposób określić. Darek powiedział ważne zdanie, że do pierwszej ciąży te 75% pacjentek cierpi z powodu bolesnych miesiączek. Tutaj pojawia się moje bardzo arcyistotne pytanie. Czy to faktycznie powinno działać w ten sposób, że pacjenta z problemem bolesnej miesiączki trafiająca do lekarza, zostaje z takim wskazaniem, że po pierwszej ciąży pani przejdzie? Czy to faktycznie jest tak, że biorąc pod uwagę ten fakt, że kobiety decydują się na ciążę coraz później, to czy faktycznie to powinno działać w ten sposób, że myślimy o tym w ten sposób, że proszę zajść w ciążę lub ewentualnie możemy zaproponować terapię hormonalną?

J: Proszę zajść w ciążę.

M: Wiesz, często się tak kończy. Często pacjentki dostają taką informację, że trzeba z tym żyć do pierwszej ciąży lub możemy spróbować to podratować terapią hormonalną i są wdrażane farmakologiczne formy w postaci tabletek antykoncepcyjnych, żeby kontrolować te bolesne miesiączki.

D: Oba rozwiązania to są jakieś rozwiązania, ale wiadomo nikt nie będzie zachodził w ciążę, żeby miesiączka nie była taka bolesna. Kwestia tej antykoncepcji hormonalnej jest troszkę kontrowersyjna, czy rzeczywiście powinniśmy ją stosować na lewo i prawo przy takim zaburzeniu, szczególnie, jeśli nasz warsztat pracy fizjoterapeutyczny i osteopatyczny w dużej mierze może pomóc. Z mojego doświadczenia dużo więcej udało mi się pomóc pacjentkom, które zgłaszały się z problemami miednicy i w trakcie terapii na następnych wizytach okazywało się, że pacjentka miała bolesne miesiączki, które minęły, a ja w ogóle w to nie celowałem. Ten problem, o którym mówisz, że jest takie przeświadczenie, że miesiączka powinna boleć, to sprawia, że pacjentka w gabinecie nie poda jako objaw bolesnej miesiączki. Dużo więcej udało mi się wyprowadzić tych miesiączek przypadkiem niż pacjentek, które się zgłosiły się z bolesną miesiączką.

M: Myślę, że trzeba to trochę inaczej ująć. Przypadkiem się dowiedziałeś, że wyprowadziłeś, ale to nasuwa mi takie spostrzeżenie. Jeżeli myślimy, że pacjentka ma bolesne miesiączki, bo ma jakiś problem z gospodarką hormonalną, to znowu takie tunelowe myślenie, jeśli mam problemy hormonalne, to muszę z perspektywy terapii hormonalnej te zaburzenia wyprowadzić. Często lubię patrzeć na układ hormonalny, jako na system komunikacji w naszym ciele. Zastanawiam się w pracy z pacjentką lub pacjentem, w temacie bolesnych miesiączek raczej ciężko mówić o panach, ale pacjenci też mają zaburzenia hormonalne.

D: Też bywa, że bolesne miesiączki bywają bolesne dla facetów.

M: O tym powiemy w dalszej części naszego tematu odcinka. Lubię myśleć o układzie hormonalnym jako o systemie komunikacji i zastanawiając się, dlaczego ten system komunikacji przejawia jakieś problemy, to próbuję do tego podejść w ten sposób, czy na drodze tej komunikacji nie występują jakieś przeszkody. Mam na myśli mechaniczne, napięciowe przeszkody. Może być też tak, że dany gruczoł nie wydziela właściwej ilości hormonu, bo nie jest stymulowany przez układ nerwowy lub nie jest dostarczana odpowiednia ilość substancji, które są potrzebna do wytworzenia hormonu. Mam tutaj na myśli różnego rodzaju zaburzenia metaboliczne u pacjentów. Zobaczcie, że problemy hormonalne, wśród kobiet szczególnie, to jest temat, który dotyczy większości dziewczynek, bo zaburzenia na poziomie tarczycy ma duże grono pań w różnych wieku z tendencją do tego, że coraz szybciej. Później z tą tendencją problemów tarczycy zaczynają się pojawiać problemy z jajnikami. Pojawia się zespół policystycznych jajników, a na końcu taka pani w wieku średnim kończy z problemem reumatoidalnym. Koniec końców nie dostrzegamy związku między tymi elementami, tylko staramy się zaopatrzyć konkretny problem. Dziś staramy się zaopatrzyć tarczycę, jutro w cudzysłowie będziemy się starać zaopatrzyć problem jajników, a wieku średnim problem reumatoidalny. Czy nie powinno być tak, że pytanie o miesiączkowanie, jako że jest to regularny cykl u kobiet, powinno być złotym standardem w naszym wywiadzie i powinniśmy każdej pacjentce zadać takie pytanie? Wyglądasz Kuba, jakbym powiedział coś mądrego przed chwilą.

J: Bardziej się zmartwiłem, że twojej hipotetycznej pacjentce wytyczyłeś taką straszną drogę chorobową przez całe życie. Jest to jak najbardziej spójne, logiczne i wszyscy to widzimy, to o czym mówisz, że jest coraz więcej pacjentek i pacjentów z tarczycą, coraz więcej osób ze zdiagnozowaną tężyczką, która jest pustym zespołem objawów bez żadnej konkretnej diagnozy stojącej za nią. To są właśnie efekty tego, że pracujemy z jakimś objawem, a nie z staramy się zastanowić, co jest wspólnym mianownikiem lub co leży u podstaw tego objawu.

D: Powinniśmy na to spojrzeć, że jeżeli problemy hormonalne pojawiają się w szerszym spectrum niż dotyczące jednego gruczołu, to jest duża szansa, że to jest globalny, systemowy, metaboliczny problem.

J: Bolesne miesiączki są tak częste, że tego, co powiedzieliśmy, ludzie nie postrzegają tego jako problemu.

M: Z wyjątkiem pań, których ten problem dotyczy.

J: Pytanie, ile z tych pań rozumie, że to jest zaburzenie na poziomie hormonalnym, które to zaburzenie też skądś może wynikać.

D: Powiedzmy, skąd właściwie bierze się ból podczas miesiączek? Możemy mieć ból spowodowany zbyt dużym napięciem mięśniowym macicy i to jest zaburzenie miometrium. Możemy też mieć ból spowodowany samym endometrium, które złuszcza się w dużej mierze, a mechanizmy drenażowe nie działają wystarczająco. Umówmy się, że utrata komórek wiąże się najczęściej ze stanem zapalnym. O ile ten stan zapalny jest zaopatrzony dobrze drenażowo, to jest zupełnie bezobjawowy.

M: Codziennie w naszym ciele odbywają się procesy zapalne, których nie jesteśmy świadomi.

J: Pod warunkiem, że tego endometrium nie jest tak dużo, że nawet wydolny układ drenażowy sobie z tym nie poradzi.

D: To jest kwestia balansu, jak duży jest stan zapalny i jak dobrze jesteśmy w stanie to wydrenować. Często będzie to zaburzenie pochodzenia drenażowego, jeśli chodzi o drenaż macicy.

M: Czyli dynamika płynów ogólnie pojęta.

D: Warto wspomnieć, że klasycznie patrzymy na to, że sama macica drenuje nam do żył biodrowych wewnętrznych, to warto wspomnieć o tym, że mamy tam anastomozy w postaci splotów Santoriniego, który drenuje przez układ splotów Batsona. To nie jest tylko kwestia tego, żeby zobaczyć, czy drenaż na poziomie jamy brzusznej odbywa się odpowiednio, ale też warto zwrócić uwagę, czy drenaż z poziomu kolumny kręgosłupa też jest odpowiedni. To jest jedną z odpowiedzi na pytanie, czemu tak często przy bolesnych miesiączkach bolą plecy.

M: Musimy się odnieść do tego, że bolesne miesiączki są związane z pewną grupą symptomów, która jest bardzo indywidualna w zależności od pacjentek. Może temu towarzyszyć wspomniana przez Darka historia bólu pleców. Mogą temu towarzyszyć symptomy wisceralne, czyli możemy mieć wrażenie przelewania w brzuchu. Może to wpłynąć na zupełną zmianę na poziomie naszej perystaltyki, czyli możemy mieć większą tendencję do zaparć lub do biegunek. Będziemy mieć większą tendencje do tego, żeby częściej biegać do toalety, żeby zrobić przysłowiowe siusiu, co znowu nam sugeruje mechanizm ciśnieniowy. Można by się nad dynamiką płynów w miednicy mniejszej zastanowić.

D: Niekoniecznie tylko ciśnieniowe, też na odruchu nerwowym.

M: Więc zespół symptomów jak najbardziej przeróżnych. Czy my jesteśmy w stanie jakieś mechanizmy do tych symptomów dopasować w ramach historii chorobowej pacjentki? Czy jesteśmy w stanie na poziomie tych symptomów wyciągnąć jakieś wnioski? Oprócz tych dwóch elementów, o których już wspomnieliśmy, czyli zaburzeń na poziomie gospodarki hormonalnej i czegoś co jest z nimi powiązane, bo jeżeli mówimy o dynamice płynów, to umówmy się, że drogą z gruczołu do tkanki docelowej praktycznie zawsze jest krwioobieg, więc tam gdzie myślimy o prawidłowym zaopatrzeniu tkanki docelowej w jakieś hormony, musimy przemyśleć, czy do tej tkanki dociera odpowiednia ilość krwi, czy w ramach procesów oczyszczania i drenażu tej tkanki ta krew stamtąd prawidłowo odpływa. Tutaj są takie dwa elementy, na które warto zwrócić uwagę.

D: Warto pamiętać o drenażu limfatycznym, bo macica jest miejscem, które drenuje w dwóch kierunkach. Większość narządów jamy brzusznej drenuje bezpośrednio do zbiornika mleczy, ale macica ma jeszcze naczynia limfatyczne wzdłuż więzadła obłego, które będą drenować do węzłów pachwinowych. Jeżeli chcemy się zająć drenażem limfatycznym macicy, to musimy też pamiętać, żeby nie zapomnieć o węzłach pachwinowych.

J: Powiedziałeś wcześniej takie zdanie, żeby nie skupiać się tylko na jamie brzusznej. Myślę, że jeśli generalnie bierzemy się za temat drenażu, to nigdy nie możemy się skupiać na jednym obszarze ciała. Jeśli się zastanowimy, jak wygląda układ limfatyczny i żylny, to nie da się pracować z tymi układami, nie badając całego pacjenta, bo te przeszkody na drodze drenażu mogą się pojawiać naprawdę w miejscach odległych od miejsca objawowego i patrzenie wąsko nigdy nie będzie odpowiedzią. Może być konieczność pracy bardzo lokalnej, ale równie dobrze może być też konieczność pracy bardzo systemowej.

D: Chodziło mi o to, że na drodze do centrum, czyli do kątów żylnych musimy sprawdzić po drodze te węzły pachwinowe, co się wydaje nie do końca intuicyjne w przypadku macicy.

M: Tutaj Darek Wam po prostu pokazał przykład praktycznego zastosowania wiedzy anatomicznej w kontekście tego, jak pracujemy z pacjentem. Wypowiedź Kuby kieruje mnie w stronę takiego przemyślenia, czy my pracując z pacjentką z bolesnymi miesiączkami powinniśmy z nią pracować w jakiś wyjątkowy, inny sposób niż z pacjentką z bólem pleców?

J: No nie.

M: Czy to nie jest znowu tak, że będziemy szukać technik na bolesne miesiączki, czyli zazwyczaj technik, które będą nakierowane na pracę z miednicą i jakby złoty standard, jeśli chodzi o rozwiązania, które mają nam w tematach bolesnych miesiączek pomóc? Czy raczej musimy na to spojrzeć zupełnie inaczej?

J: Znaczy musimy na to spojrzeć zupełnie tak samo. Uważam, że na każdego pacjenta musimy spojrzeć dokładnie tak samo, bo jego objaw jest tylko objawem. Jedynym standardem powtarzalnym w terapii powinno być zbadaj > zrób terapię > zbadaj powtórnie i robisz to, co znalazłeś w swoim badaniu, a nie to z czym przyszedł pacjent. Nie ma techniki na ból kolana.

D: Na ból macicy też nie ma?

M: Nie ma?

J: No nie ma, znaczy jest jedna, ale nie mogę Wam jej zdradzić, bo to jest moja tajemnica.

D: Musicie przyjść na kurs.

J: Warsztat, techniki to wszystko jest bardzo potrzebne i trzeba to mieć, ale jeżeli nie ustawisz technik w kontekście, to to są tylko techniki, które czasem się uda, że pomogą, czasem uda się, że pomogą na chwilę, a czasem się w ogóle nie uda. Jeżeli mówimy o różnych mechanizmach powstawania bolesnej miesiączki, to już z tego widać, że u jednej pacjentki będziesz pracował z szyją, u innej z samą macicą, u innej z dnem miednicy, a jeszcze inną wyślesz do dietetyka, bo tam jest jej problem.

D: Masz piękne te podsumowania.

J: Moja mama jest polonistką.

M: Słuchajcie, fajnie sobie tutaj dywagujemy, ale na co my z perspektywy gabinetowej powinniśmy zwrócić uwagę w kontekście takiej pacjentki? Pozwolicie, że ja zacznę. Teraz odpowiem na pytanie, które sam sobie zadałem. Taką rzeczą, do której zawsze warto się odnieść u tych pacjentek jest ogólna ocena postawy tej postawy, czyli to, co powiedział Kuba, robimy dokładnie to samo, co u każdego innego pacjenta. Dlaczego ocena postawy będzie dla nas ważna? W zależności od tego, czy ta pacjenta przejawia bardziej przedni, czy tylny typ postawy, to zupełnie inaczej będą zachowywały się relacje napięciowe między jamami ciała, czyli klatka piersiowa, jama brzuszna, miednica mniejsza. Kolumna ciśnień, która w tych jamach ciała powstaje i jej wzajemna zależność, bardzo mocno są te jamy ciała uzależnione od tego, jak na co dzień wygląda nasza ogólna postawa. Pacjent z typem bardziej przednim, z tendencją do wdechowego ustawienia przepony może mieć tendencję do tego, że dno miednicy jest stale poddawane dużemu stresowi mechanicznemu w postaci ciśnienia. Z kolei pacjent, który przejawia bardziej typ tylny i tendencję do wydechowego ustawienia przepony może mieć bardzo duże napięcie w klatce piersiowej i tam może się czaić mechaniczna przeszkoda, która nie pozwala na efektywny drenaż z miednicy. Znowu odniosę się do sztywnego kręgosłupa piersiowego. Pamiętajcie, że jedną z dróg drenażu kręgosłupa jest tzw. system żyły nieparzystej, który jest mocno powiązany z mechaniką naszego kręgosłupa. Nie bez powodu się mówi, że nasz kręgosłup został stworzony do ruchu, bo każdy ruch na poziomie naszego kręgosłupa te mechanizmy żylno-limfatyczne będzie nam napędzał jak taka pompka. Zwróćcie uwagę na relacje połączeń żebrowo-poprzecznych w kontekście systemu żyły nieparzystej. Takim dużym elementem, od którego często ocenę u pacjentki zaczynam jest to, w jaki sposób jej organizm jest zrównoważony w kontekście postawy. Czy to mi wskazuje już ewidentnie na jakąś strefę, gdzie tego napięcia widzę więcej, gdzie widzę coś, co odbiega od całej reszty ciała? Znowu nie chcę, żebyście myśleli, że jak pacjentka ma pogłębioną kifozę, to ma wydechowo ustawioną przeponę i w związku z tym ma napięcie w klatce piersiowej.

J: Najtrudniejsze jest to, żeby z jednej strony mieć w głowie wszystkie zależności, o których powiedziałeś i wiedzieć, że ten pacjent jest bardziej predysponowany do tego typu dysfunkcji ze względu na swoją postawę ciała, a ten pacjent jest bardziej predysponowany do tego typu dysfunkcji, ale równocześnie nie projektować tego na pacjenta. Trzeba to po prostu sprawdzić i jak znajdziesz pewne dysfunkcje u tego pacjenta, i one wpasowują się w jego postawę ciała, tworzą logiczną, spójną całość, to można to wtedy ze sobą połączyć i stwierdzić, że to jest pewnie ten mechanizm. Może też być tak, że dysfunkcja pacjenta kompletnie nie wpasowuje się w postawę ciała. Wtedy nie należy go cisnąć o to, żeby koniecznie pracował z tą postawą, bo widocznie ta dysfunkcja nie jest zależna od tego, jak on stoi.

D: Pytanie, czy każda postawa ciała, czy to będzie typ przedni, czy typ tylny, czy jest postawą zaburzoną?

M: No zdecydowanie nie.

J: Są osoby dorosłe, które żyją z dużą skoliozą, a czasem z bardzo dużą skoliozą i zupełnie dobrze funkcjonują. Organizm w ten sposób się rozwinął, tak urósł, tak się skompensował i dobrze funkcjonuje w tym swoim kształcie.

D: Mam teraz taką pacjentkę, która ma w kręgosłupie kąt prosty w jednym miejscu. Jedyne, co jej dolega to czasem staw biodrowy, a tak generalnie to joga, bieganie i żadnego problemu nie ma.

J: Są takie meta dane, że osoby dorosłe ze skoliozą nie zgłaszają się do lekarza z bólem pleców częściej niż osoby bez skoliozy. To jest zawsze problem moralny, jeśli chodzi o pracę ze skoliozami.

M: Nawiązując do mojej wskazówki, to warto zwrócić uwagę na kolumnę ciśnień, bo ona będzie determinować dynamikę płynów. Pierwszymi elementami, które mogą nam wskazać zaburzenia na tym poziomie jest ogólny wzorzec posturalny pacjenta i myślę, że warto tutaj dodać wzorzec oddechowy pacjenta, bo te dwie rzeczy się ze sobą wzajemnie przenikają. Zwróćcie uwagę na to, jak pacjent oddycha w kontekście tego, czy ten oddech angażuje całe jego centrum, widzicie ten oddech w obrębie całego tułowia pacjenta, czy on oddycha tylko wyłącznie szczytami płuc, czy ten pacjent wybałusza ogromnie brzuch w trakcie oddechu i jest to jedyna strefa, gdzie oddech się odbywa, więc takie rzeczy mogą być dla nas wskazówkami, jakie mechaniczne siły działają na obszary, które mogą być kluczowe z perspektywy drenażu.

J: Może warto też powiedzieć o drenażu żylnym, że są takie dość typowe objawy u pacjentek, które mają zaburzony drenaż żylny, czyli ten drenaż przez sploty Batsona. Zwykle tam znajdziemy poduszeczkę na wysokości kości krzyżowej i często taką poduszeczkę, która jest nazywana wdowim garbem. To są takie dwa miejsca, gdzie często nam wyjdzie poduszeczka i może nam to sugerować, że tutaj jest problem z tym układem.

D: Trzeba zaznaczyć, że przy menstruacji normalne jest, że ta poduszeczka się pojawia.

M: Generalnie przy menstruacji, to co powiedział Darek, mamy pewną formę stanu zapalnego, więc będziemy mieć tendencje zastojową na poziomie miednicy. Teraz żebyśmy się dobrze zrozumieli. Aktywność skurczowa miometrium jest stała na zasadzie takiej, że w konkretnych fazach cyklu to miometrium się obkurcza i później ulega relaksacji. Problemem, który często w ramach bolesnej miesiączki się pojawia jest to, że stosunek skurczy miometrium do fazy relaksacji zostaje zaburzony ze względu na to, że na tę macicę wpływają napięciowe restrykcje i o ile w sytuacji, gdzie nie mamy krwawienia i nie dochodzi do zastoju, organizm jest w stanie te restrykcje w większym lub mniejszym stopniu skompensować, to w sytuacji, kiedy dochodzi do krwawienia, powstaje zastój w miednicy, to te możliwości kompensacji nam uciekają. Warto zwrócić też uwagę na takie czysto anatomiczne relacje macicy z różnymi strukturami.

D: Właśnie chciałem o tym powiedzieć, że mówimy o tym, ze tam będą takie restrykcje i nie precyzujemy, co to może być, a warto powiedzieć, że to, co będzie powodowało nieodpowiedni odpływ drenażu, to są wszystkie struktury na przebiegu tych struktur. Np. to jaki mamy mechaniczny obraz miednicy, czy stawy krzyżowo-biodrowe działają, czy spojenie łonowe działa, czy nie ma nigdzie blokad itd., to to już będzie czymś, co może się przełożyć na zaburzenia drenażowe.

M: Zdecydowanie tak. Musimy pamiętać o tym, że te narządy nie są zawieszone w próżni i one przyczepiają się, i są połączone z różnymi elementami narządu ruchu, więc np. więzadło szerokie, które stabilizuje macicę w płaszczyźnie czołowej, będzie się bardzo mocno wiązać napięciowo z kością biodrową, do której się przyczepia, więc jakiekolwiek zaburzenia mechaniki talerza biodrowego, czyli trzeba się ukłonić w stronę mechaniki stawów krzyżowo-biodrowych, mogą wpływać na to, jak te napięcia przez więzadło szerokie przenoszą się na macicę. Musimy pamiętać, że większość naczyń doprowadzających, odprowadzających krew z i do macicy właśnie przebiega przez więzadło szerokie.

D: Muszę dodać, bo powiedziałeś, że więzadło szerokie stabilizuje macicę – nie wiem, czy „stabilizuje” to jest odpowiednie słowo do więzadła szerokiego, ale dokładnie ta druga część, czyli naczynia, które tam przebiegają, to pod tym kątem jest bardzo ważne.

M: Stabilizuje w tym sensie, że zapewnia pewna relację napięciową do struktur w sąsiedztwie. Musimy pamiętać, że więzadła są wytworem, który jest często bardzo mocno skorelowany z otrzewną. W przypadku więzadła szerokiego na pewno ta relacja jest dość spora. Myśląc o tym, co napięciowo dzieje się w miednicy, warto pomyśleć o kwestii napięć w samej jamie brzusznej. Kwestia innych elementów zawieszenia macicy, jak więzadło obłe, o którym już wspomniałeś, które kieruje nas bardzo mocno w stronę więzadła pachwinowego. Jest jeszcze taki system łącznotkankowy, który stanowi ciągłość między kośćmi łonowymi, a kością krzyżową. Mianownictwo bywa tutaj bardzo różne. My znamy określenie jak blaszka Delbeta, ale to nie jest popularne określenie w mianownictwie anatomicznym, więc możecie go nie znaleźć. Często nazywa się to blaszką krzyżowo-odbytniczo-maciczno-pęcherzowo-łonową lub może to być blaszka krzyżowo-płciowo-maciczno-łonowa. Niezależnie od nazwy to jest system łącznotkankowy, który na bazie różnych grup więzadeł stabilizuje pęcherz moczowy i macicę względem kości łonowych, czy zapewnia pewną relację napięciową, żeby się mgr Kowalski zaraz nie przyczepił o tę stabilizację. To samo w kontekście kości krzyżowej, więc znowu popatrzcie na to w ten sposób, że nie musimy mieć często bezpośrednich narzędzi, żeby pracować  macicą, pęcherzem moczowym, natomiast znając relacje anatomiczne, jeżeli potrafimy poprawić mechanikę miednicy w kontekście poprawy funkcjonowania kości biodrowych, kości krzyżowej, spojenia łonowego, to to ma realny wpływ na to, jak zachowują się narządy.

J: Cieszę się, że tu dopłynąłeś, bo chciałem powiedzieć, że nie chciałbym, żebyśmy wytworzyli obraz, że żeby pomóc pacjentce, która ma problemy z bolesnym miesiączkowaniem, to trzeba mega koronkowo znać anatomię miednicy. Oczywiście to pomaga i jest mega ważne, ale jak się zastanowimy nad tym, co powiedziałeś, to generalnie w praktyce często chodzi o to, żeby ruszyć kość biodrową, krzyżową lub spojenie łonowe. To są rzeczy, które większość terapeutów potrafi zrobić. To nie jest techniczny problem, tylko jest problem tego, po co chcę ją ruszyć i co mogę uzyskać.

M: Czyli jakby podchodzę do badania mojej pacjentki na tyle całościowo, że potrafię umieścić ewentualną mobilizację kości biodrowej znowu w jakimś kontekście, czy moja pacjentka potrzebuje kości biodrowej, czy ona przykładowo przejawia problem napięciowy, co przekłada się na jej ruchomość, bo mamy u pacjentki chroniczną niestabilność stawu skokowego po siedmiu skręceniach i cały wzorzec napięciowy w kończynie rzutuje na to, jak funkcjonuje miednica.

J: Jak zwykle wracamy do tego, że szczegółowa znajomość obszaru nie zwalnia nas z badania całości.

D: Tak jest, ale wracając jeszcze do blaszki Delbeta, to pod którą nazwą byście jej nie szukali, to i tak jest ciężko ją znaleźć, więc może byśmy gdzieś potem wrzucili źródło, gdzie można ją znaleźć, bo to wcale nie jest taka prosta rzecz.

M: Zadamy sobie ten trud.

D: Teraz nie mogę sobie przypomnieć, gdzie można to znaleźć ładnie przedstawione.

M: Jest dużo obrazków, w których ta tkanka łączna jest na obrazku, ale nie jest nazwana, bo znowu intencją autora było pokazanie na tym obrazku czegoś innego niż tej tkanki łącznej.

D: Dobrze, że ona w ogóle tam jest.

M: Czy mamy jakiś protip dla terapeutów, co mogą zalecić pacjentkom, jako formy wspomagania się w walce z tym bolesnym problemem? Czy mamy jakieś tipy dla naszych słuchaczu, terapeutów, jak z takimi pacjentkami pracować, w sensie jak z perspektywy gabinetowej umiejscowić tę pracę w kontekście regularności? Mamy tutaj pewien cykl, więc czy taka nasza praca też powinna się odbywać w konkretnym momencie tego cyklu, jak to widzicie?

J: Nie wiem jak wy, nawet ostatnio się umawiałem z pacjentką, bo powiedziała mi przy okazji innego problemu, że ma bolesne miesiączki, ponieważ nie widziałem powodu, żeby się z nią umawiać na drugą wizytę, to jej powiedziałem, żeby się umówiła jak najbliżej kolejnej miesiączki. Widzę to jako przygotowanie organizmu do miesiączki, w związku z czym wydaje mi się, że dobrze jest popracować krótko przerw, przynajmniej przy pierwszej próbie załatwienia tego problemu.

D: Mam raczej taką zasadę, że jak przychodzi do mnie pacjentka z takim problemem albo wychodzi to w trakcie, to lubię przeprowadzać terapię w tym samym okresie cyklu, jak widziałem pacjentkę na pierwszej wizycie z uwago na to, że mówimy, że naturalnym jest to, że podczas miesiączki puchną pewne okolice, to jeżeli zobaczę pacjentkę w innym dniu cyklu, to może mi się to trochę rozjechać w kontekście mojego porównania. Nie jest to do końca wymierne. To nie jest tak, że kategorycznie muszę zobaczyć pacjentkę w tym samym dniu cyklu, natomiast jest to bardzo pomocne pod kątem budowania sobie obrazu tego pacjenta.

M: Ja oprócz tego, że mogę z pacjentką pracować na zasadzie pewnego cyklu, czyli spotykam się z nią w podobnym okresie cyklu miesiączkowego, dodałbym, że raczej średnie będzie podejście do pracy w momencie krwawienia, mimo że te objawy są wtedy największe, to pamiętajcie, że zachęcamy Was mocno do tego, że tam gdzie jest to możliwe, żeby z tą pacjentką pracować w takim kontekście, żeby do tych objawów nie dochodziło, a nie tylko w kontekście tego, żeby te objawy w momencie wystąpienia łagodzić. Jeżeli chcielibyście popracować w okresie krwawienia, to jest jedna ważna rzecz, będzie tyle napięcia obronnego, takiego kompensacyjnego w ciele pacjentki w okresie krwawienie, że ciężko będzie stwierdzić, co jest realną dysfunkcją, a co jest po prostu tym elementem, który towarzyszy po prostu miesiączce.

D: Raz, że będzie dużo napięcia obronnego, a dwa, że będzie dużo opuchnięcia w tamtym obszarze.

M: Na pewno nie będzie to komfortowe dla takiej pacjentki.

J: Dodatkowo krwawienie może się mocno nasilić po terapii.

D: Jeśli przyśpieszymy procesy to tak.

M: Na takie kwestie uważajcie.

J: Mam takiego tipa, że jak pracujecie z szczególnie z młodymi pacjentkami, które niekoniecznie chcą zajść w ciążę, a nie są na tabletkach i pracujecie bezpośrednio w obszarze macicy i jajników, to po terapii może dojść do spontanicznego jajeczkowania poza normalnym cyklem. Więc warto pacjentkę uprzedzić, bo może chciałaby o tym wiedzieć, że jej cykl może być zaburzony.

D: Jakieś tipy do domu dla pacjentów macie?

J: Termofor.

M: Termofor jest fajnym rozwiązaniem dla złagodzenia dolegliwości. Używałbym go w dwojaki sposób, bo możemy go sobie przyłożyć w okolicę podbrzusza, ale też w okolicę pleców. Niekoniecznie wtedy kiedy one nas bolą, ale pamiętajcie, że strefy współczulnego zaopatrzenia narządów miednicy mniejszej wychodzą z okolic piersiowo-lędźwiowych, jeśli chodzi o umiejscowienie rdzenia kręgowego. Ogrzanie tej okolicy, uwolnienie tej okolicy z napięcia będzie często fajnym elementem w kontekście poprawy mechanizmów związanych z krążeniem na poziomie miednicy mniejszej.

D: Musimy pamiętać, że to układ współczulny reguluje średnicę naczyń.

J: Jeżeli podejrzewamy hormonalne podłoże tych problemów, to warto pacjentkę wysłać do dietetyka.

M: Jestem bardzo na tak, zanim wejdziemy w tematy hormonalnej terapii zastępczej.

J: Tematy gospodarki hormonalnej są bardzo mocno związane z odżywianiem, z tematem flory bakteryjnej jelit i tutaj odżywianie może zrobić dużą robotę.

M: Zdecydowanie tak.

D: Jeżeli mamy wskazanie, że to jest raczej metaboliczny problem u pacjentki, to wtedy jak najbardziej tak.

M: Na pewno formy ćwiczeń oddechowych będą fajnym wskazaniem. Z jednej strony możemy stosować ćwiczenia oddechowe, które będą miały charakter relaksacyjny, czyli będą bardziej tonizować układ autonomiczny, ale możemy też zadać pacjentce ćwiczenia o charakterze bardziej drenażowym, czyli np. ćwiczenia w pozycji kolankowo-łokciowej, gdzie samą pozycją wytwarzamy sytuację, która grawitacyjnie sprzyja drenażowi z miednicy i napędzamy to dodatkowo zaangażowaniem naszego oddechu, czyli głównego mięśnia, który drenaż będzie napędzał, czyli naszej przepony.

D: Warto wspomnieć, że układ kręgowy jest układem bezzastawkowym, więc jedyne co go napędza, to jest różnica ciśnień, która się pojawia, a naszym głównym narzędziem, które zmienia ciśnienie w naszym ciele, to jest przepona, więc głębokie oddechy obojętnie w jakiej pozycji będą robić robotę.

J: Jak zwykle wróciliśmy do tego, że jak nie wiesz co zrobić, to zrób przeponę.

D: Bardzo nie lubię tego stwierdzenia, ale tak jest.

M: Jeżeli chcielibyście trochę poczytać na temat splotów Batsona, to pisałem o tym kiedyś na blogu, więc możecie się do tego tematu odnieść. Są dwa posty. Jeden jest stricte o splotach Batsona, a drugi chyba o dyskopatii w kontekście splotów żylnych na poziomie kolumny kręgosłupa, więc zachęcam Was, żeby to sprawdzić. Myślę, że to tyle z naszej strony, jeśli chodzi o bolesne miesiączkowanie. Mamy nadzieję, że w ramach tej dyskusji udało się ten temat przedstawić w taki sposób, żeby zasiać w Was ziarenko ciekawości, która zmotywuje Was do tego, żeby szukać, bo ten podcast nie jest po to, żeby dać Wam gotowe rozwiązania na tacy, tylko żeby prowokować dyskusję.

J: Ale jeszcze na koniec Darecki się położy na stół i pokażemy, jak szukać macicy.

D: Nie wiem, gdzie mamy przycisk do nieudanego żartu. Piąteczka Słuchacze!

M: Pamiętajcie, że czekamy na Wasze pytania, jak zwykle kontakt@fizjopassion.pl. Kącik społecznościowy naszego podcastu będzie Wam bardzo wdzięczny za te pytania. My dziękujemy za uwagę.

D: Mamy nadzieję, że dotrwaliście, bo wyszło jak zwykle dłużej niż się spodziewaliśmy.

M: Dlatego, że wymyślałem temat i dużo mówiłem. Wybaczcie, nie udało się długo utrzymać mnie na wodzy. Trzymajcie się ciepło!

D: Na razie!

Powiązane artykuły

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *